::: ogółem 2617693, dzisiaj 974 odsłon strony :: aktualnie 8 osób przegląda stronę :: w ciągu ostatniej doby 99 unikalnych odwiedzin ::: 
aktualnościpoezjaprozateatrgaleriarękopisy
wywiadyo mironieksięga gościbłahostkidodajlinkownia

Oho
czytano 5206 razy


cykl: Ja i wczasy na chodząco




W PO-DOBRACH
noc

Z mdłej poświaty szyby
         — — czyżby? a tak
         :      hrabina patrzy
                w podjazd
który ma długie podejście do zjaw

Ale
         pałac
         obcym rozdany
         dawno
         hrabina pochowana
         jej duch
         czy dochowany?

Pieje coś
świta
podchodzi
pod szybę
sprawdza:
A to wyniośle patrzy
kaktus
— nie wiadomo — czy wita



cykl: Ja i wczasy na leżąco


Antydodatek

a jednak
póki się żyje
i co innego żyje
skrobie
to nie tylko duch
choćby przelatujący
ale i ciało
małe
bo zamieszkała między nami
szafami
a czasami
mysz

migoty

muchy też
bronią cisz

chroboty

podrzuciłem chleb

za to? nie za to?
bzyk, chrup
okazywanie
jest
temu co będzie
jak już nic nie będzie
tego
co nic nie będzie z tego
co jest
a będzie
jak było
z niczego sobie
robienie nic





z dnia        robię noc 
czarne okna, śpię 
z nocy       dzień 
chodzę, czytam, jem

muchy - miejscowe 
ja - tymczasowy

Wzięło się ich kilka 
słucham... chwilka 
ich wieki 
one słuchają? 
siebie?
mnie?
oszukiwane odwróceniem życia?
; może na odwrót?
ja - to to jedno oczko, za uszko
naciągane
a one - brzęczący kołowrót...



cykl: Kabaret Kici Koci


Głowa na sztylecie

KICIA KOCIA (przedstawia GŁOWĘ NA SZTYLECIE)
        Proszę, niech głowa powie, jaki kolor palta ma ten pan 
GŁOWA NA SZTYLECIE (słabo)
        brązowy 
KICIA KOCIA
        co ta pani trzyma? 
GŁOWA NA SZTYLECIE
        kurczaczka na kartki 
KICIA KOCIA
        kawałek deklamacji 
GŁOWA NA SZTYLECIE (z trudem)
        Litwo, ojczyzno moja...
        (zmienia ton na energiczny)
        Polskę
        sprzedali
        za beczkę złota
        ale ich oszukali
        zaraz pod wierzchem było
        (słabnie)
        było sztu — czne
        ma — sło 
KICIA KOCIA (zaskoczona)
        ! niech Głowa się nie męczy
        ! niech Głowa tyle nie mówi
        ! co Głowa wie?





KICIA KOCIA (dzwoni do BŁOGOSŁAWIONEJ SIWULI Z WISZNU WOLI)
      Przyjeżdzaj
      (do siebie)
      Teraz wszędzie się klęka.
      (klęka w drzwiach)
      Twe ciało
BŁOGOSŁAWIONA SIWULA (wchodzi)
      Twe ciało
KICIA KOCIA
      Wisznu Wola
BŁ. SIWULA
      gdzie pola malowane masłem
KICIA KOCIA
      mięsem
BŁ. SIWULA
      mięsem rozmaitem...
KICIA KOCIA
      Twe ciało
BŁ. SIWULA
      twe ciało
      trylodytem.
KICIA KOCIA
      A teraz... ogon.
      (za linę i do okna)
      Przywieźli!
BŁOGOSŁAWIONA SIWULA, a za nią KICIA KOCIA
      (sfruwają na linie z prześcieradeł)
      (pobierają)
      (krzyczą)
      Pani tu nie stała!
      Pani tu nie stała!
      (torbią się na górę)
      (intonują)
      Boże, coś Polskę ustawił w ogooony...



Niespodzianka na „N”

KICIA KOCIA (telegrafuje do  BŁOGOSŁAWIONEJ SIWULI Z WISZNU WOLI)
        Życie jest zgrzytem.
BŁOGOSŁAWIONA  SIWULA  Z WISZNU   WOLI  (do  KICI KOCI)
        I sprytem. 
KICIA KOCIA (do BŁ. SIWULI)
        I czemś nieprzyzwoitem. 
BŁ. SIWULA
        Przyjeżdżać? 
KICIA KOCIA
        Przyjeżdżaj.
        (do BŁ. SIWULI w drzwiach)
        Rzuć byle co sanskrytem. 
BŁ. SIWULA (rzuca sanskrytem) 
KICIA KOCIA (zapisuje)
        (odczytuje)
        Radżagryha Mrygadawa
        arciszmaty nam rozdawa
        a ta kasza pradżnia nasza
        ptak asrawą               sza
BŁ. SIWULA
        Wielozrozumiałościowe.
        Wysyłaj.
KICIA KOCIA (wysyła) 
TAJFUNLEFON ZE SZWECJI
        „Nagroda Nobla.”



Piosenka Kici Koci do stanu wojennego

ten stan wojenny
nie jest niezmienny
bo powszednieje
i się starzeje
aż posiwieje
tak biedaczysko
że wszędzie wszystko
zwszystkojednieje



Wybuch stanu

BŁOGOSŁAWIONA SIWULA Z WISZNU WOLI oraz STRESA (wpadają
do mieszkania KICI KOCI i SYBILLI GROCHOWA, krzyczą)
      Stan wojenny! 
KICIA KOCIA z SYBILLĄ GROCHOWA
      Wojna?
      z kim? 
STRESA
      nie z kim 
BŁ. SIWULA
      stan wojenny! 
KICIA KOCIA
      co za stan? 
STRESA
      w Polsce zawsze były trzy stany: przedwojenny, wojenny
      i powojenny
SYBILLA GR.
      teraz jest ten środkowy 
KICIA KOCIA
      rozumiem 
BŁ. SIWULA
      módlmy się do wszystkich bóstw o małe nic złego
      (padają rzędem we cztery, głowy do podłogi, antygłowy wypięte) 
BŁ. SIWULA
      nic złego
      i w tył:
      ogełz cin
      i w przód:
      nic złego 
WSZYSTKIE
      i w tył:
      ogełz cin 
BŁ. SIWULA (antygłowa w dół, głowa w górę)
      chyba że zaprotestujemy
WSZYSTKIE (odstają od podłogi) 
BŁ. SIWULA
      stanem pokoju 
STRESA
      wewnętrznego 
KICIA KOCIA
      zewnętrznego 
SYBILLA GR.
      powróżmy, którego
      (sunie do okna)
      wiecie, co weszło na drogi? 
KICIA KOCIA, STRESA
      czołgi? 
BŁ. SIWULA
      kryj się!
      (padają głowami do podłogi, antygłowy wypięte) 
CHÓREM
      kryj się! nie daj się!
      kryj się! nie daj się!



cykl: Kołowanie


Poryw

najpierw godzinami przez sen
słyszę
lata
wstaje          wychodzę           wieczór
naciskam,
nic, ona lata,
wreszcie patrzę, w niej ktoś
mignął w górę, mignął w dół,
a to winda się wściekła,
porwała babę z dziesiątego



Słupek słońca z wariacjami

          1

pakowanie się dnia 
do środka

słupek słońca

nie jestem pszczoła 
a pódziesz!

          2

okno jeszcze nie zamknięte

w rogu półkuchenki 
stanął zakurzony 
słupek słońca

          3

rano
w kuchni
od okna na skos
na słupku słońca
upałek święty

potem go ubierano
prowadzono
ale już nie był taki

uciekł jak zając

          4

w zapyleniu sennym
stanął słupem
duch słońca
rzuciły się wiry i majaki
— prowadź!

          5

od okna malutkiej kuchni 
przepiłowanej słońcem z trocinami 
na które jak na otręby 
rzucają się jeść 
nastroje

zaraz wyblakną

          6

oknem kuchenki 
piłowane słońce 
rzuca się w trocinach

pyłowane słońce 

już po kosmostrofie

          7

światy kurzu:
— pylmy się 
urodzimy wszystko





w blokowych 
gwizdo-betonach 
przemykało 
szarzało 
obijało się
      i obija
      o 260 drzwi
      od korytarza
      do piwnic
      okradanych w ciągu 
ani piśnie? 
może czasem piśnie
— kto jesteś?
— geniuszek miejsca



Z wylęgu

Wącha mnie
wielka głowa
szyja od okna

krzyczeć czy nie?
to snozaur

[toruń]




Za naszą i waszą

dziecinko
wyjrzyj

farfocle wiszą
farfocle straszą



Zakłócenia

— bzz
i poszły 
ZAGROŻENIA
jadą nad nami
przejechały
a tymczasem
ich dzieci siedzą na drzewie
— tych zagrożeń
— tych
— a rosną?
— nie widać, ale co nie rośnie?



cykl: NIEPRZYPISANE


cykl: Nowa wiosenna słabocha, czyli wiersze antywiosenne




co z tego że utyłem?
reumatyzm
po schodach
prztyka
mój kościotrup
w sztywnych ukłonach
— Wasza Cielesność długo zamierza?





Kochacie siebie na wiosnę?
bo ja nie





straszny czas tak potrafi trząść
jednym miejscem, że ono przefruwa
przez wieki





za wiosennym podmuchem
poczułem się pół-duchem
                    pół-dupem





zimy nie lubię
wiosny nie lubię

po co mnie jeszcze
trzyma na czubie
moja gałąź



cykl: Paplany (ballady)


Co tu podziwiać?

Po wyczerpaniu
         wszystkich możliwości niebycia
                                         zrobiło się bycie



Stara modystka komunistka polska żydówka zwierza

Tak nie lubię wierszy,
a tu mi się śni,
że czytam swój wiersz
nowy,
taki wiersz:
    „Mogę to zjeść,
    Mogę tego nie jeść.
    Może być gęsia szyja bez nadzienia,
    Może być z nadzieniem,
       z czymś tam przypiekanym
       z czekoladą.
    To mój ostatni żydowski luksus
    Ale czy powinnam zjeść?”



cykl: Podstarzałość


Klapa

Czy ja muszę wciąż być Polakiem?
Czy ja muszę wciąż być człowiekiem?
Chwilami zamęt,
              ledwie dyszę,
jestem tylko ssakiem.



Kończę 60 lat

siedzę na pace z płytami
długi dzień ciemnieje
patrzę po ciemku na ścianę
ta jaśnieje
plama — coś powieszonego
gałąź, 7 lat temu
podniósł ją z ulicy Le., powiedział
„powieś na nowym mieszkaniu”
wspominanie ma coś z metafory
coś z podniecenia
ale dziś — z żalu
najwięcej,
może pierwszy raz aż tak

nieraz się budziłem
wylękły że wszystko przeszło
że na wszystko się spóźniłem,
nie ma już nigdzie nikogo;
odwrotność tego:
czeka się, jest skupienie
na co się czeka?
na nic,
to jest to, co jest
to jest najwięcej
i wszystko

ale i to mija

szkoda, czego szkoda?
nawet zeszłorocznego szpitala?
operacji,
może, pewnie tak

a to
kiedy ktoś obok — w trumnie
jakby uczucie z sopla
ale to nie napuszcza wygaszania
wygaszanie samo nadchodzi
samo się cofa
może nie samo
ale wtedy to nie na drętwo,
chce się na żywo,
a to — nie najprawdziwsze

ono samo wróci,
to drętwe
i to będzie wtedy jeszcze najlepsze
bo chyba że złapie to najgorsze
człowiek wkręcony w nieswoje,
bolenie, duszenie
i dopiero podszewką wywrócenie
od wszystkiego
od każdego
od siebie





OKNO NOCNE
zima
wpadła
na ścianę
siedzę, gapię się
zielono
rybio
patrzy się
staje
   —
boimy się siebie
   —
zabić ją niecierpliwością
jak kapciem
i tym czasem
siebie?



cykl: Przelatywanie




FAKTYCZNOŚĆ
ani mrugnie

ja do niej coś 
i chrząkam

ona nic

więc rzeczowieje 
na nieruchomo

chrząkła

a wtedy ja 
— ty świnio





lazur ludzi utopionych na pamięć
                          bezwzględnie 
                          bezwiednie 
                          bezbłędnie
przekręcili się we mnie



Mucholotem

bzykajmy
zrywajmy się
i uciekajmy
nim się zamachnie na nas
ta słowianka
rzeczywistocha
— a sio! sielanka!





na osiemnastym piętrze 
między pralniami 
coś przemyka 
coś się uskrzydla 
coś beton je 

szczuro-gołąbki 

jako seria be





otwieram jej drzwi, skrzypią
i szept: „ta szafa to wejście do piekła”
patrzę: między wieszakami
czerwona suknia i czarne skarpetki
Dantego



Teraźniejszość

to ona siebie zaskakuje
choć w miejscu stoi
prze... i przy...
za szyję trzy...

fałszywe draństwo!
      
      





tymi drzwiami wleciał dech chwili
tamtymi wyleciał
ja
w środku
kroplami kapiące stulecia
wte — i — dy

teraz ich nie ma 
ani mnie





z pobrzęczkiem galaktyk 

na styk

tak jakby siedziała

zmarszczała się 
i ziewała

UŁUDA



cykl: Spotkania z nożem




Co tu ukrywać
u r o l o g i a
nie dało się siusiać
chodzimy z wmontowanymi rurkami
na które z miejsca zgoda, byle pomogły.





dotyk
— dlaczego pan zasłania oczy? 
ocykam się, mój biały docent
— bo dzień razi 
docent przysiada
— chyba w piątek operacja,
i przenosimy pana do pojedynki
— oj — ja w radość 
i w zawstydzenie
przenoszą mnie, patrzą na mnie, 
w końcu mam wytłumaczenie
— jestem wieszczem szpitala 
prozą i wierszem

pan Gruby odwiedza mnie:
— no i dobrze, niezależność, 
chce pan bzdnąć to pan bzdnie





nie pierwsza próba generalna
zakończenia

może być takie
może inne

czy w szpitalu?

najprędzej

coraz mniej ścian, ludzi,
to nie żarty

a może
to nie takie znów poważne
to wszystko...





Rano.
Zaraz operacja.
Już się umyłem pod zimnym prysznicem,
polałem kolońską wodą.
Wchodzi siostra
— panie Białoszewski, idziemy,
portfel zostawić, zegarek zostawić, zęby zostawić

zęby... zostawić.

Siostra mnie przekazuje 
aniołowi-stróżowi — studentowi, 
on trzyma w fiolkach moje krwie, 
mnie daje pod pachę papiery, 
winda rusza
— to pan jest poetą?
— tak
— pisze pan oryginalne wiersze —
i wprowadza mnie do zielonego przedsionka, 
ukazuje się zielona służka
— zdjąć piżamę, 
nałożyć koszulę, 
płócienne łapcie na nogi, 
to nic że opadają,
byle pan doszedł do stołu

Rozkrzyżowanie na dwie poprzeczki
dwóm medycznym grupom,
z lewej strony ktoś w chirurgouniformie z modnymi kolczykami
w środku zielona postać:
to chyba mój docent,
tak,
z prawej ręki pytają
— zakręciło się w główce?
— nie... a tak, już

i nagle pisk łóżek, trzęsienie, 
ktoś jęczy, to i ja jęczę, 
głos zza niepewności 
— już jest pan po zabiegu

tak, że tę przerwę w byciu opłacałoby się 
lepszym zastrzykiem wydłużyć w niebycie 
które i tak czeka, po przeszkodach, 
a tu taka okazja, 
szkoda





Ukazują się w drzwiach
                  w przejściach
ze zwojami rurek aż pod biodro piżamy
z dodatkowym pęcherzem w dłoni 
niby symbolami 
niewygód, udręczeń;
ptaki śpiewają,
szum liści,
przechodzą dwaj męczennicy
— o, ile kurwa naleciało,
teraz mam z tym chodzić

więc to mnie czeka



cykl: Wiersze jąkały


Apteka

Poszedłem do a a ab deteki
a a ab dekarka
— brożę bana bez redzebdy nie zbrzedajemy
bytam ją
— Pani też nasza?
— ja Wietnamka
Wyszedłem, z Azją nigdy nie wiadomo.



Figularnie

unikam jednej litery
i mówię
— rowa bodzie
— ocham cię
początków moc utonęła.



cykl: Wypisy z morza


Wypis I

Zdarzyło mi się.
Płynę statkiem.
Huśta
małpia radość
po przodkach
wpatrywanie się w bełt
w błyski.
Trans.



Wypis VI

Było coś najważniejszego.
Wielka ziemia na wodzie. Kołowanie ludzi. Nie przepadło.

Co dla domu? Oddalenie.
Co być musi? Przetłoczenie.
O czym nie wiesz? Przetrząsanie.
Co serce zaspokoi? Obojętność, obturlać się w niej.



Wypis VIII

Wyrzucają coś co i raz.
Śmiecą, o to zostaje.
Klap!
pudło
na falach
kolebie się
my płyniemy
ono stoi i się kiwa
nic nie mokrzeje
nie chce się topić
uparte
samotne
coraz dalej zostańsze
bujańsze
— pa pa pu pudl się za nami...





komentarze i interpretacje [dodaj...]
reklama

 :: polecamy
 :: doszukaj

 :: ulubione wiersze
Wywiad - 888 głos.
Ballada od rymu - 743 głos.
Chrystus powstania - 686 głos.

 :: kalendarz
Sierpień [2010]
Nd Pn Wt Śr Cz Pt So
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Dziś obchodzimy
66. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego (01.08.1944)

 :: Białoszewski najtaniej
lideria.pl
Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego
 :: losowe zdjęcie                     
wygenerowano w 0.135 sek. | engine&gfx © 04-07
zawarte materiały są chronione prawem autorskim