| |
Oho czytano 5206 razy
cykl: Ja i wczasy na chodząco
W PO-DOBRACH
noc
Z mdłej poświaty szyby
— — czyżby? a tak
: hrabina patrzy
w podjazd
który ma długie podejście do zjaw
Ale
pałac
obcym rozdany
dawno
hrabina pochowana
jej duch
czy dochowany?
Pieje coś
świta
podchodzi
pod szybę
sprawdza:
A to wyniośle patrzy
kaktus
— nie wiadomo — czy wita |
cykl: Ja i wczasy na leżąco
Antydodatek
a jednak
póki się żyje
i co innego żyje
skrobie
to nie tylko duch
choćby przelatujący
ale i ciało
małe
bo zamieszkała między nami
szafami
a czasami
mysz
migoty
muchy też
bronią cisz
chroboty
podrzuciłem chleb
za to? nie za to?
bzyk, chrup
okazywanie
jest
temu co będzie
jak już nic nie będzie
tego
co nic nie będzie z tego
co jest
a będzie
jak było
z niczego sobie
robienie nic |
z dnia robię noc
czarne okna, śpię
z nocy dzień
chodzę, czytam, jem
muchy - miejscowe
ja - tymczasowy
Wzięło się ich kilka
słucham... chwilka
ich wieki
one słuchają?
siebie?
mnie?
oszukiwane odwróceniem życia?
; może na odwrót?
ja - to to jedno oczko, za uszko
naciągane
a one - brzęczący kołowrót... |
cykl: Kabaret Kici Koci
Głowa na sztylecie
KICIA KOCIA (przedstawia GŁOWĘ NA SZTYLECIE)
Proszę, niech głowa powie, jaki kolor palta ma ten pan
GŁOWA NA SZTYLECIE (słabo)
brązowy
KICIA KOCIA
co ta pani trzyma?
GŁOWA NA SZTYLECIE
kurczaczka na kartki
KICIA KOCIA
kawałek deklamacji
GŁOWA NA SZTYLECIE (z trudem)
Litwo, ojczyzno moja...
(zmienia ton na energiczny)
Polskę
sprzedali
za beczkę złota
ale ich oszukali
zaraz pod wierzchem było
(słabnie)
było sztu — czne
ma — sło
KICIA KOCIA (zaskoczona)
! niech Głowa się nie męczy
! niech Głowa tyle nie mówi
! co Głowa wie? |
KICIA KOCIA (dzwoni do BŁOGOSŁAWIONEJ SIWULI Z WISZNU WOLI)
Przyjeżdzaj
(do siebie)
Teraz wszędzie się klęka.
(klęka w drzwiach)
Twe ciało
BŁOGOSŁAWIONA SIWULA (wchodzi)
Twe ciało
KICIA KOCIA
Wisznu Wola
BŁ. SIWULA
gdzie pola malowane masłem
KICIA KOCIA
mięsem
BŁ. SIWULA
mięsem rozmaitem...
KICIA KOCIA
Twe ciało
BŁ. SIWULA
twe ciało
trylodytem.
KICIA KOCIA
A teraz... ogon.
(za linę i do okna)
Przywieźli!
BŁOGOSŁAWIONA SIWULA, a za nią KICIA KOCIA
(sfruwają na linie z prześcieradeł)
(pobierają)
(krzyczą)
Pani tu nie stała!
Pani tu nie stała!
(torbią się na górę)
(intonują)
Boże, coś Polskę ustawił w ogooony... |
Niespodzianka na „N”
KICIA KOCIA (telegrafuje do BŁOGOSŁAWIONEJ SIWULI Z WISZNU WOLI)
Życie jest zgrzytem.
BŁOGOSŁAWIONA SIWULA Z WISZNU WOLI (do KICI KOCI)
I sprytem.
KICIA KOCIA (do BŁ. SIWULI)
I czemś nieprzyzwoitem.
BŁ. SIWULA
Przyjeżdżać?
KICIA KOCIA
Przyjeżdżaj.
(do BŁ. SIWULI w drzwiach)
Rzuć byle co sanskrytem.
BŁ. SIWULA (rzuca sanskrytem)
KICIA KOCIA (zapisuje)
(odczytuje)
Radżagryha Mrygadawa
arciszmaty nam rozdawa
a ta kasza pradżnia nasza
ptak asrawą sza
BŁ. SIWULA
Wielozrozumiałościowe.
Wysyłaj.
KICIA KOCIA (wysyła)
TAJFUNLEFON ZE SZWECJI
„Nagroda Nobla.” |
Piosenka Kici Koci do stanu wojennego
ten stan wojenny
nie jest niezmienny
bo powszednieje
i się starzeje
aż posiwieje
tak biedaczysko
że wszędzie wszystko
zwszystkojednieje |
Wybuch stanu
BŁOGOSŁAWIONA SIWULA Z WISZNU WOLI oraz STRESA (wpadają
do mieszkania KICI KOCI i SYBILLI GROCHOWA, krzyczą)
Stan wojenny!
KICIA KOCIA z SYBILLĄ GROCHOWA
Wojna?
z kim?
STRESA
nie z kim
BŁ. SIWULA
stan wojenny!
KICIA KOCIA
co za stan?
STRESA
w Polsce zawsze były trzy stany: przedwojenny, wojenny
i powojenny
SYBILLA GR.
teraz jest ten środkowy
KICIA KOCIA
rozumiem
BŁ. SIWULA
módlmy się do wszystkich bóstw o małe nic złego
(padają rzędem we cztery, głowy do podłogi, antygłowy wypięte)
BŁ. SIWULA
nic złego
i w tył:
ogełz cin
i w przód:
nic złego
WSZYSTKIE
i w tył:
ogełz cin
BŁ. SIWULA (antygłowa w dół, głowa w górę)
chyba że zaprotestujemy
WSZYSTKIE (odstają od podłogi)
BŁ. SIWULA
stanem pokoju
STRESA
wewnętrznego
KICIA KOCIA
zewnętrznego
SYBILLA GR.
powróżmy, którego
(sunie do okna)
wiecie, co weszło na drogi?
KICIA KOCIA, STRESA
czołgi?
BŁ. SIWULA
kryj się!
(padają głowami do podłogi, antygłowy wypięte)
CHÓREM
kryj się! nie daj się!
kryj się! nie daj się!
|
cykl: Kołowanie
Poryw
najpierw godzinami przez sen
słyszę
lata
wstaje wychodzę wieczór
naciskam,
nic, ona lata,
wreszcie patrzę, w niej ktoś
mignął w górę, mignął w dół,
a to winda się wściekła,
porwała babę z dziesiątego |
Słupek słońca z wariacjami
1
pakowanie się dnia
do środka
słupek słońca
nie jestem pszczoła
a pódziesz!
2
okno jeszcze nie zamknięte
w rogu półkuchenki
stanął zakurzony
słupek słońca
3
rano
w kuchni
od okna na skos
na słupku słońca
upałek święty
potem go ubierano
prowadzono
ale już nie był taki
uciekł jak zając
4
w zapyleniu sennym
stanął słupem
duch słońca
rzuciły się wiry i majaki
— prowadź!
5
od okna malutkiej kuchni
przepiłowanej słońcem z trocinami
na które jak na otręby
rzucają się jeść
nastroje
zaraz wyblakną
6
oknem kuchenki
piłowane słońce
rzuca się w trocinach
pyłowane słońce
już po kosmostrofie
7
światy kurzu:
— pylmy się
urodzimy wszystko
|
w blokowych
gwizdo-betonach
przemykało
szarzało
obijało się
i obija
o 260 drzwi
od korytarza
do piwnic
okradanych w ciągu
ani piśnie?
może czasem piśnie
— kto jesteś?
— geniuszek miejsca |
Z wylęgu
Wącha mnie
wielka głowa
szyja od okna
krzyczeć czy nie?
to snozaur |
[toruń]
Za naszą i waszą
dziecinko
wyjrzyj
farfocle wiszą
farfocle straszą |
Zakłócenia
— bzz
i poszły
ZAGROŻENIA
jadą nad nami
przejechały
a tymczasem
ich dzieci siedzą na drzewie
— tych zagrożeń
— tych
— a rosną?
— nie widać, ale co nie rośnie?
|
cykl: NIEPRZYPISANE
cykl: Nowa wiosenna słabocha, czyli wiersze antywiosenne
co z tego że utyłem?
reumatyzm
po schodach
prztyka
mój kościotrup
w sztywnych ukłonach
— Wasza Cielesność długo zamierza? |
Kochacie siebie na wiosnę?
bo ja nie |
straszny czas tak potrafi trząść
jednym miejscem, że ono przefruwa
przez wieki |
za wiosennym podmuchem
poczułem się pół-duchem
pół-dupem |
zimy nie lubię
wiosny nie lubię
po co mnie jeszcze
trzyma na czubie
moja gałąź |
cykl: Paplany (ballady)
Co tu podziwiać?
Po wyczerpaniu
wszystkich możliwości niebycia
zrobiło się bycie |
Stara modystka komunistka polska żydówka zwierza
Tak nie lubię wierszy,
a tu mi się śni,
że czytam swój wiersz
nowy,
taki wiersz:
„Mogę to zjeść,
Mogę tego nie jeść.
Może być gęsia szyja bez nadzienia,
Może być z nadzieniem,
z czymś tam przypiekanym
z czekoladą.
To mój ostatni żydowski luksus
Ale czy powinnam zjeść?” |
cykl: Podstarzałość
Klapa
Czy ja muszę wciąż być Polakiem?
Czy ja muszę wciąż być człowiekiem?
Chwilami zamęt,
ledwie dyszę,
jestem tylko ssakiem. |
Kończę 60 lat
siedzę na pace z płytami
długi dzień ciemnieje
patrzę po ciemku na ścianę
ta jaśnieje
plama — coś powieszonego
gałąź, 7 lat temu
podniósł ją z ulicy Le., powiedział
„powieś na nowym mieszkaniu”
wspominanie ma coś z metafory
coś z podniecenia
ale dziś — z żalu
najwięcej,
może pierwszy raz aż tak
nieraz się budziłem
wylękły że wszystko przeszło
że na wszystko się spóźniłem,
nie ma już nigdzie nikogo;
odwrotność tego:
czeka się, jest skupienie
na co się czeka?
na nic,
to jest to, co jest
to jest najwięcej
i wszystko
ale i to mija
szkoda, czego szkoda?
nawet zeszłorocznego szpitala?
operacji,
może, pewnie tak
a to
kiedy ktoś obok — w trumnie
jakby uczucie z sopla
ale to nie napuszcza wygaszania
wygaszanie samo nadchodzi
samo się cofa
może nie samo
ale wtedy to nie na drętwo,
chce się na żywo,
a to — nie najprawdziwsze
ono samo wróci,
to drętwe
i to będzie wtedy jeszcze najlepsze
bo chyba że złapie to najgorsze
człowiek wkręcony w nieswoje,
bolenie, duszenie
i dopiero podszewką wywrócenie
od wszystkiego
od każdego
od siebie
|
OKNO NOCNE
zima
wpadła
na ścianę
siedzę, gapię się
zielono
rybio
patrzy się
staje
—
boimy się siebie
—
zabić ją niecierpliwością
jak kapciem
i tym czasem
siebie? |
cykl: Przelatywanie
FAKTYCZNOŚĆ
ani mrugnie
ja do niej coś
i chrząkam
ona nic
więc rzeczowieje
na nieruchomo
chrząkła
a wtedy ja
— ty świnio |
lazur ludzi utopionych na pamięć
bezwzględnie
bezwiednie
bezbłędnie
przekręcili się we mnie |
Mucholotem
bzykajmy
zrywajmy się
i uciekajmy
nim się zamachnie na nas
ta słowianka
rzeczywistocha
— a sio! sielanka! |
na osiemnastym piętrze
między pralniami
coś przemyka
coś się uskrzydla
coś beton je
szczuro-gołąbki
jako seria be |
otwieram jej drzwi, skrzypią
i szept: „ta szafa to wejście do piekła”
patrzę: między wieszakami
czerwona suknia i czarne skarpetki
Dantego
|
Teraźniejszość
to ona siebie zaskakuje
choć w miejscu stoi
prze... i przy...
za szyję trzy...
fałszywe draństwo!
|
tymi drzwiami wleciał dech chwili
tamtymi wyleciał
ja
w środku
kroplami kapiące stulecia
wte — i — dy
teraz ich nie ma
ani mnie |
z pobrzęczkiem galaktyk
na styk
tak jakby siedziała
zmarszczała się
i ziewała
UŁUDA |
cykl: Spotkania z nożem
Co tu ukrywać
u r o l o g i a
nie dało się siusiać
chodzimy z wmontowanymi rurkami
na które z miejsca zgoda, byle pomogły. |
dotyk
— dlaczego pan zasłania oczy?
ocykam się, mój biały docent
— bo dzień razi
docent przysiada
— chyba w piątek operacja,
i przenosimy pana do pojedynki
— oj — ja w radość
i w zawstydzenie
przenoszą mnie, patrzą na mnie,
w końcu mam wytłumaczenie
— jestem wieszczem szpitala
prozą i wierszem
pan Gruby odwiedza mnie:
— no i dobrze, niezależność,
chce pan bzdnąć to pan bzdnie
|
nie pierwsza próba generalna
zakończenia
może być takie
może inne
czy w szpitalu?
najprędzej
coraz mniej ścian, ludzi,
to nie żarty
a może
to nie takie znów poważne
to wszystko... |
Rano.
Zaraz operacja.
Już się umyłem pod zimnym prysznicem,
polałem kolońską wodą.
Wchodzi siostra
— panie Białoszewski, idziemy,
portfel zostawić, zegarek zostawić, zęby zostawić
zęby... zostawić.
Siostra mnie przekazuje
aniołowi-stróżowi — studentowi,
on trzyma w fiolkach moje krwie,
mnie daje pod pachę papiery,
winda rusza
— to pan jest poetą?
— tak
— pisze pan oryginalne wiersze —
i wprowadza mnie do zielonego przedsionka,
ukazuje się zielona służka
— zdjąć piżamę,
nałożyć koszulę,
płócienne łapcie na nogi,
to nic że opadają,
byle pan doszedł do stołu
Rozkrzyżowanie na dwie poprzeczki
dwóm medycznym grupom,
z lewej strony ktoś w chirurgouniformie z modnymi kolczykami
w środku zielona postać:
to chyba mój docent,
tak,
z prawej ręki pytają
— zakręciło się w główce?
— nie... a tak, już
i nagle pisk łóżek, trzęsienie,
ktoś jęczy, to i ja jęczę,
głos zza niepewności
— już jest pan po zabiegu
tak, że tę przerwę w byciu opłacałoby się
lepszym zastrzykiem wydłużyć w niebycie
które i tak czeka, po przeszkodach,
a tu taka okazja,
szkoda
|
Ukazują się w drzwiach
w przejściach
ze zwojami rurek aż pod biodro piżamy
z dodatkowym pęcherzem w dłoni
niby symbolami
niewygód, udręczeń;
ptaki śpiewają,
szum liści,
przechodzą dwaj męczennicy
— o, ile kurwa naleciało,
teraz mam z tym chodzić
więc to mnie czeka |
cykl: Wiersze jąkały
Apteka
Poszedłem do a a ab deteki
a a ab dekarka
— brożę bana bez redzebdy nie zbrzedajemy
bytam ją
— Pani też nasza?
— ja Wietnamka
Wyszedłem, z Azją nigdy nie wiadomo. |
Figularnie
unikam jednej litery
i mówię
— rowa bodzie
— ocham cię
początków moc utonęła. |
cykl: Wypisy z morza
Wypis I
Zdarzyło mi się.
Płynę statkiem.
Huśta
małpia radość
po przodkach
wpatrywanie się w bełt
w błyski.
Trans. |
Wypis VI
Było coś najważniejszego.
Wielka ziemia na wodzie. Kołowanie ludzi. Nie przepadło.
Co dla domu? Oddalenie.
Co być musi? Przetłoczenie.
O czym nie wiesz? Przetrząsanie.
Co serce zaspokoi? Obojętność, obturlać się w niej. |
Wypis VIII
Wyrzucają coś co i raz.
Śmiecą, o to zostaje.
Klap!
pudło
na falach
kolebie się
my płyniemy
ono stoi i się kiwa
nic nie mokrzeje
nie chce się topić
uparte
samotne
coraz dalej zostańsze
bujańsze
— pa pa pu pudl się za nami... |
reklama
|
|
| :: polecamy |
|
| :: doszukaj |
|
|
| :: ulubione wiersze |
Wywiad - 888 głos. Ballada od rymu - 743 głos. Chrystus powstania - 686 głos.
|
| :: kalendarz |
| Sierpień [2010] |
| Nd |
Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | | 29 | 30 | 31 | | Dziś obchodzimy 66. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego (01.08.1944)
|
| :: Białoszewski najtaniej |
|
');
|
| :: losowe zdjęcie |
|
|