| |
Rozkurz czytano 4583 razy
cykl: Dojazd do zawieszenia
wąchamy się
nos w nos
ja i los
napięcie
śmiech
on jest zmyśleniem
ja zaraz też |
cykl: Kabaret Kici Koci
A oto garść mowy wiązanej przez BABĘ Z MOSTU z okresu Zawichostu
ODA DO WODY (WODOODA)
Co woda ujmie, to doda.
Wody mi zawsze szkoda.
Nie tej zawziętej, ujętej,
Ale nasłanej, dodanej.
WOŁANIE Z ZAWICHOSTU
DO BABY Z MOSTU
bądź
wiś
strąć czasem
złotą myśl
a czasem pluń
SONET ZAWICHOSTSKI
Siedzę
Chodzą
Rodzą
Siedzę
Siedzę
Płyną
Miną
Siedzę
Dziewięć
Dziesięć
Mieć chęć
Widzieć
Wiedzieć
Siedzieć
M
Rym
bym
już miała
jeden do wszystkiego
ale mi uciekł przez sen
ROZMOWA WISŁY ZE MNĄ
Wisła: Kobieto, jak ty wyglądasz
Ja: sz sz sz
Wisła: Kobieto, spójrz na siebie
Ja: e e e e
Na czarną godzinę pisany
wiersz tyłem do przodu
a r o p
! ć a t s w |
Kabaret Kici Koci z cyklu globalnego
NA MELODIĘ WIRUJĄCĄ
„MEDYTOWAĆ, A POTEM”:
Lewitować
Lewitować
Choć życie ciągnie do dna.
Alarmować
Alarmować
Że wszystko jest na sto dwa.
Bombardować!
Bombardować!
Co tylko z góry się da.
Odbudować
Odbudować
I śmiać się cha cha cha cha! |
Kicia Kocia robi doktorat
(czyli kieckę na drutach kolczastych)
prawolew
prawolew
wrr
prr
zdałam |
Skakanka ufoistki
Stoję w oknie.
Coś okropnie
Mną pcha.
Ja - z tej strony.
Z tamtej - wrony
I mgła.
Silę ucho:
Leci UFO
Czy nie?
Mam nadzieję
Że przewieje
I mnie.
Ejże, ejże?!
Coś się bierze...
Coś jest.
Z szyb wygryza
I wysysa
Mnie gdzieś.
Już mnie łapła
Kula światła
W swe rwy.
Do widzenia,
Pani Ziemia!
I wy!
Stamtąd do was
Napiszę
Napiszę
Napiszę
. . . . . . |
Wiersze Kici Koci wynajmującej barany i robiącej na drutach kiecki
A KIEDY MIŁOŚĆ...
A kiedy miłość mnie opuszcza,
Wracam do swoich baranów,
Proszę Pań i Panów,
Dosłownie.
ACH, CO SIĘ STANIE?
W nocy przed dom wychodzę.
Cicho i pusto srodze.
Szukam... Przystanek...
Czepiam się go...
Czy to mój kochanek?
Nadjeżdża...
Wsiadam.
To nie tam...
Bo to sen...
PIOSENKA NA WYJAZD
Kiedy słońce mnie się oduczy,
Kiedy zła karta mi dokuczy,
Zabieram wór pełen drutów, wełen,
Nagrania krzyków
Do odstraszania
I dziewiętnaście żywych chomików.
I wyjeżdżam na pogodę,
Siadam na wodę,
Po wodzie myślami łażę,
I się nie topię,
I marzę
Sopie...
UPIJĘ SIĘ
Dzień na Grochowskiej huczy.
Noc nogami powłóczy.
Uciekać za te góry ludzi gdzieś!
Głupstwa pleść,
Kwiatki rwać.
Urwa mać!
BYŁO TAK
(śpiewać i tańczyć szybko)
Przegapiłam raz autobus.
Przyczepił mnie się łobuz.
Uciekam: „ludzie! wody!”
On za mną
Na schody.
(szeroko)
Pytacie: dalej co?
Trallala
Nie powiem, bo
Tralala
(parlando od niechcenia)
A zresztą, ech,
Porasta na nim mech.
TANGO KICI KOCI
(canto)
W Nicei się nie klei,
Wsiadam w pociąg pa pa pach.
W Warszawie po kolei
Trach! Trach! Trach!
(refren)
Ja jestem Kicia Kocia,
Odwrotność bezrobocia.
Robienie na tych drutach wciąż
Oplata mnie jak wąż. |
cykl: Kocie lato
„BARWNY ICH STRÓJ”
amaranty
pod szarym
to kot je
róże |
lato
obwisłe
koci się i koci
chmurami |
cykl: NIEPRZYPISANE
cykl: No
Lilie
Same dzioby.
W krzyku bab, milicji.
Niosę.
Dzień.
Noc. Pootwierały się:
zabiją (zbrodnia niesłychana)
pana! |
Rura Weneda
w murze w rurze
Król Rur
Chór:
Ue łe łe
noc-że
u
w górach rur
przeciska
Króla Rur
uu
Kto mu pomoże?
najgorzej z trr eenem
i harfą |
cykl: Wczasy i wieczność
pierwszy raz słyszę
dwie cisze
na oba uszy |
W sieci jawy
październik
korytarz
muchy
drzwi uchy
— Dagny,
to ty żyjesz?
zzmuszona
zabrzęczała
— mam sto piętnaście lat |
Wasza wczasowiczowska maść
doły
puste
smoki wyzdychały
fiszbiny po nich wiszą
leonardowskie
szpara z wodą nie dopita
piach zębami zgrzyta
idzie pani
idzie druga
literatka
trzecia w krzyk
— ekshibicjonista w wykrocie!!!
i w cwał
wpadają do domu twórczego
— tam tam!
te, co siedziały
zerwały się od tele
— hop hop!
ale echo w bok
i tyle |
WIECZNOŚĆ
straszna
wszystkiego zdąży zabraknąć |
wierzby
smoki stojące
czym im więcej ucinają
tym więcej się głowią |
wpadłem w dołek z rymami
syczą
ale jak się wygramolić?
no,
myśleć!
nie śpiewać |
cykl: Wiersze ciotki Anieli
— Fibzia, spokój!
Gorąco.
Słono.
Słupie przeznaczenia.
A gdyby mnie nigdy nie wstawiano
w ten świat?
Tobym nie była Anielą
Przypadku
Wczutą w żonę Lota
Po skarceniu kota
Ale i po stłuczeniu atomu. |
Być krową
Czy ja wiem?
Żyć trawio.
Żucio śnić.
Gębą z podmuchem pić i pić
Całe wiadro?
Dojenie
Nie, nie, racja!
Cielić się nie chcę...
A anielić?
Trzeba mieć równy lot
I dobry głos.
A ja już schrypłam.
W kościach też.
Nicość to nie najgorsza rzecz. |
CHÓRY NA DRUTACH
USIADŁY
Kraczą aż zbladły.
Spadły. |
Gitara?
Owszem.
Zabrzęczałam.
Zapatrzyłam się chociaż to w poprzek
Struny kolejowe
Do Koluszek
Z Koluszek...
Więcej nie grałam
W życiu.
Tym.
W innym?
Zrobię jeszcze mądrzej.
Nie tknę.
Niczego. |
Kto co? Bo ja...
Ta ma chatę.
Ta ma wóz.
Tej zięć na Antarktydzie.
Mnie w miejscu idzie. |
Ludzie jak muchy w bloku
Każdy w bunkrze
Na swoim cukrze |
ŚNI MI SIĘ
Kołdra na niebie.
Śpi za mnie.
Ja taka duża?
Budzę się: serce bije
Na całe mieszkanie. |
Słońce zżółkło
I pies.
Południe.
Woda wpija się w studnię.
Mnie coś wynosi
Jak pył,
Kurz.
Była.
Sobie. I już. |
TĘSKNOTA za kalafiorową
Zupą.
A zrób ją sobie, półwdowo.
Ależ tu nie w jedzeniu smaku
Tajemnica.
Ona w idei smaku
W idei nadziei.
Estetycznej.
W grzechu
Lubości
Między zmysłem łyku
A niedojściem do
Dosłowności. |
UKLĘKŁAM PRZED SAMOCHODEM
Mimochodem
Bo mnie szturgnął.
Więc się gramolę.
Podbiega kilka pań,
On nie. Na miejscu. Blady jak dreszcz.
Krzyczę
— Barani draniu!
Masz szczęście!
I ja też.
|
UKRADŁA MI KURĘ
Myśli, że nie wiem.
Ja to przetrzymam.
Jej za to spypciała mowa
— co, co to too... oko... na oko... ko
A przelatuje szosę też ostatnio jak kura |
W tym samym miejscu
Bomby
Trafiały.
Mnie nie.
A teraz po tylu latach spokoju
Trąby
Czy aby z nieba?
Czy tylko w uchu?
— Szykuj się
— I tak trzeba
— Bez huku |
Z czego żyję
Dwudziesty dziewiąty
Wywąchał kąty,
Grosza nie napaskudził.
A tak łudził.
Pamięta mnie moja renta
Czy nie pamięta?
Wschód słońca. Trzydziesty.
Teraz zacznę z sobą testy
Na wytrzymałość.
Trzydziestego pierwszego
Wzięłam się w całość.
Na pocztę! Do celu!
Tam zauważono, że zawieruszono.
— Pani Helu...
Znaleziono. |
cykl: Wiersze na błysk
a jak ziemia zemdleje
czarne słońce zapieje |
ja do okna
trawa w wodzie
woda w błysku
błysk na mnie
szum
co? co?
wszystko zgasło |
Niezgrabność czasu zakręconego
rozpuśćmy się
nie będzie źle |
STYCZEŃ, BLOK
JEDENASTE PIĘTRO, noc
okienka, korytarz na zapas
ciemny pas
wywoływany mijany
— dużo was
— nas?
— cieniutkich
cieniutkich
na płask
jedniutkich i tych samych
|
za musami
pokusami
przed wielu wielu laty
do dziś
szyja boli od obrotów |
cykl: Wycieczka do Egiptu
Klęczałem przed łóżkiem
— „z ziemi egipskiej, domu niewoli”
mamo, co to?
Mama o Żydach.
Tyle ich wtedy na ulicy
nietrudno było sobie wyobrazić
słup ognisty
tłum
ogon z piachu
faraon goni |
Kolosy Memnona
roztrzęsione ziemią
— — — — — —
stał jeden
drugi przewrócony spał
a przez sen, przez wiatr i piasek
chrapał, jakby śpiewał
ktoś go podniósł, zbudził
śpiew się urwał
jeszcze Nil kolosom
wylewnie mył nogi
teraz i to nie
tylko trzcina cukrowa obok szumem słodzi
drogi zapatrzeń
i urwań
|
Księżyc
oderwał się od meczetu
i nad Nil
wygięty od spodu... aha
dlatego łódź
ja mówię o prawdziwym księżycu
ja — też prawdziwy
aż stanąłem
na oślej ziemi
jazda! |
Libretto wschodnie
— garnitur?
— no
— żelazko?
— no
— zegarek?
— no
— grzałka? krem?
— no
— skarpetki?
— no
— torba?
— nic nie wziąłem
— Bolanda biedna?
— tak |
Nad pociągiem pustyniościan
stoiidzie
same nogi sfinksów
reszta rzuciła się
do ucieczki w niebo
nie odgadła siebie |
nie było tu spokojnie
ziemia wyrzucała kamienie
sterczą w Nilu
teraz wielkie święte
pustynia zwalała co się dało z góry
trzęsła się ruda ziemia
rozsypywały świątynie
a ludzie?
też trzęśli sobą
i się spychali |
Piramida
jechałem do Egiptu
sprawdzić naczelną metaforę
styk z nieskończonością
— — — — — — — —
— i co
sprawdziło się?
— — — — — — — —
— na wylot
|
Poczet mumii
Na końcu podróży
spotykamy ich samych
przez szyby gablot
Seti II czarny łysy w białą kość
szczerzy stopy malowanymi paznokciami
buzia do lekkiego chrapu
długogłowy
Ramzes III i tak ładny
długogłowy
Seknenre fioletowoczarny
szczerzy poliki, zęby dobre
ciemny blondyn czy szatyn?
długogłowy
Seti I czarniuni spokojniuni
jak rzeźba
długogłowy
Amenhotep IV, aha,
siwy na gębie, brunet
bardzo długa głowa w tył
bardzo odchylona
— — — — — — — — — —
baby kopiaste
Herhorowa
Sitkamosowa zęby na bok
Nefertari Achmosowa
pół zębów, czarny grymas
— co się zrobiło z tej kobiety
ciężko umierała?
— — — — — — — — — —
hm
zlecieliśmy się
i się rozlecimy.
|
Rogi w górę
nie jak u nas
nie jak u nas
księżyc wisi położony
nowiem na plecach
— to dlatego na meczetach...
a ja przez 50 lat myślałem
że to fantazja |
Styczeń odwrotnikowy w odsypanej świątyni w Luksorze
pylony
nos
katar tebański
grube słupy sztuki
kurz też
amarant
gadania ciemnieją
ostatni wróbli ćwir
odciski butów hieroglifieją
w przesypie
dreptu świata
muezin
do mikrofonu ale nie nagrany
po tym wszystkim
rzymska rzeźbiona baba w kącie stoi
jak podkasana
syknął zapach Nilu
ciemny stróż bije ścierką sfinksy
puka w rękę
— która?
— szósta
rozlana
uroda zachodzącego
do góry nogami do siebie |
W KOŃCU TO WCHODZENIE W PIRAMIDĘ
SZNURECZKIEM Z MIJANKĄ
przypomina mi przejście przez kanały
tylko że to jest tamtego
na pół odwrotność
Halina wtedy w powstanie była w Śródmieściu
do kanałów nie wchodziła
teraz do piramidy też nie |
zaglądam do moich bananów pod łóżko
— co za wielki purpurowy chrząszcz, ukrył się?...
Pan Zbysław na to
— święty, on chciał panu coś powiedzieć
ale co?
ci co mogą powiedzieć, nie mają co
a ci co mają co, nie mają jak |
Zawrót
— ile tu napisane?
— po naszemu pięć, ale po ichniemu?
— przecież po naszemu to po arabsku
— to jak po ichniemu arabsku?
— po egipsku |
cykl: Wyrywki
dzień zakręcony
w niebo rzucony |
MM
tu się pasł
śniło mu się
temu mamutowi
że fruwa
na stojąco
(dawno temu) |
mokre pole wisi w powietrzu
łapać się
za co |
poślizgła się noc na liściu |
Przez dziury liści
wieje świat.
Zrymowaliście?
— Spać. |
Ruch ul.
obijać się
omijać się
omijać się
obijać się |
zalatuje
humorami powietrza
blok
o blok
i nawzajem |
cykl: Ziewanny
do połowy ból głowy
od połowy nieból |
Na czym księżyc wisi?
Na spadaniu. |
SUFITOWOŚĆ
ma znaczenie
dla duszy
|
cykl: Zima blokowa
a może dusze to druciki
od głów do stóp
i mają w sobie korytarzyki
z bytości w będziość |
Gąszcz
siedzą te małpy
na gałęziach bloków |
Tuziemcy
w górach betonu
przeludnień
padniemy
i odgnieceni
staniemy
plastikowaci
u łaskawych znalazców |
reklama
|
|
|