::: ogółem 2665765, dzisiaj 1246 odsłon strony :: aktualnie 5 osób przegląda stronę :: w ciągu ostatniej doby 252 unikalnych odwiedzin ::: 
aktualnościpoezjaprozateatrgaleriarękopisy
wywiadyo mironieksięga gościbłahostkidodajlinkownia

Rozkurz
czytano 4583 razy


cykl: Dojazd do zawieszenia




wąchamy się
nos w nos
ja i los

napięcie

śmiech

on jest zmyśleniem
ja zaraz też



cykl: Kabaret Kici Koci


A oto garść mowy wiązanej przez BABĘ Z MOSTU z okresu Zawichostu

ODA DO WODY (WODOODA)
Co woda ujmie, to doda.
Wody mi zawsze szkoda.
Nie tej zawziętej, ujętej,
Ale nasłanej, dodanej.



WOŁANIE Z ZAWICHOSTU
DO BABY Z MOSTU
bądź
wiś
strąć czasem
złotą myśl
a czasem pluń



SONET ZAWICHOSTSKI
Siedzę 
Chodzą 
Rodzą 
Siedzę

Siedzę 
Płyną
Miną 
Siedzę

Dziewięć 
Dziesięć 
Mieć chęć

Widzieć
Wiedzieć
Siedzieć



M
Rym
bym
już miała
jeden do wszystkiego
ale mi uciekł przez sen



ROZMOWA WISŁY ZE MNĄ
Wisła: Kobieto, jak ty wyglądasz
     Ja: sz sz sz
Wisła: Kobieto, spójrz na siebie
     Ja: e e e e



Na czarną godzinę pisany
wiersz tyłem do przodu

        a r o p
       ! ć a t s w



Kabaret Kici Koci z cyklu globalnego

NA MELODIĘ WIRUJĄCĄ
„MEDYTOWAĆ, A POTEM”:
Lewitować
Lewitować
Choć życie ciągnie do dna.

Alarmować
Alarmować
Że wszystko jest na sto dwa.

Bombardować!
Bombardować!
Co tylko z góry się da.

Odbudować
Odbudować
I śmiać się cha cha cha cha!



Kicia Kocia robi doktorat

(czyli kieckę na drutach kolczastych)

prawolew
prawolew
wrr
prr
zdałam



Skakanka ufoistki

Stoję w oknie. 
Coś okropnie 
Mną pcha.

Ja - z tej strony. 
Z tamtej - wrony 
I mgła.

Silę ucho: 
Leci UFO 
Czy nie?

Mam nadzieję 
Że przewieje 
I mnie.

Ejże, ejże?! 
Coś się bierze... 
Coś jest.

Z szyb wygryza 
I wysysa 
Mnie gdzieś.

Już mnie łapła 
Kula światła 
W swe rwy.

Do widzenia, 
Pani Ziemia! 
I wy!

Stamtąd do was
Napiszę
           Napiszę
                      Napiszę
	                 . . . . . .



Wiersze Kici Koci wynajmującej barany i robiącej na drutach kiecki

A KIEDY MIŁOŚĆ...

A kiedy miłość mnie opuszcza, 
Wracam do swoich baranów, 
Proszę Pań i Panów, 
Dosłownie.


ACH, CO SIĘ STANIE?

W nocy przed dom wychodzę. 
Cicho i pusto srodze. 
Szukam... Przystanek... 
Czepiam się go... 
Czy to mój kochanek? 
Nadjeżdża... 
Wsiadam. 
To nie tam...
Bo to sen...


PIOSENKA NA WYJAZD

Kiedy słońce mnie się oduczy,
Kiedy zła karta mi dokuczy,
Zabieram wór pełen drutów, wełen,
Nagrania krzyków
Do odstraszania
I dziewiętnaście żywych chomików.
I wyjeżdżam na pogodę,
Siadam na wodę,
Po wodzie myślami łażę,
I się nie topię,
I marzę
Sopie...


UPIJĘ SIĘ

Dzień na Grochowskiej huczy. 
Noc nogami powłóczy. 
Uciekać za te góry ludzi gdzieś! 
Głupstwa pleść, 
Kwiatki rwać. 
Urwa mać!


BYŁO TAK
(śpiewać i tańczyć szybko)

Przegapiłam raz autobus.
Przyczepił mnie się łobuz.
Uciekam: „ludzie! wody!”
On za mną
Na schody.
(szeroko)
Pytacie: dalej co?
Trallala
Nie powiem, bo
Tralala
(parlando od niechcenia)
A zresztą, ech,
Porasta na nim mech.


TANGO KICI KOCI
(canto)

W Nicei się nie klei,
Wsiadam w pociąg pa pa pach.
W Warszawie po kolei
Trach! Trach! Trach! 
(refren)
Ja jestem Kicia Kocia, 
Odwrotność bezrobocia. 
Robienie na tych drutach wciąż 
Oplata mnie jak wąż.



cykl: Kocie lato




„BARWNY ICH STRÓJ”
amaranty
pod szarym

to kot je
róże





lato
obwisłe
koci się i koci
chmurami



cykl: NIEPRZYPISANE


cykl: No


Lilie

Same dzioby.
W krzyku bab, milicji.
Niosę.
Dzień.
Noc. Pootwierały się:
zabiją (zbrodnia niesłychana)
          pana!



Rura Weneda

w murze w rurze 
Król Rur 

Chór: 
Ue łe łe 

noc-że 
u 

w górach rur 
przeciska 
Króla Rur 

uu 

Kto mu pomoże? 
najgorzej z trr eenem 
i harfą



cykl: Wczasy i wieczność




pierwszy raz słyszę
dwie cisze
na oba uszy



W sieci jawy

październik
korytarz
muchy
drzwi uchy
— Dagny,
to ty żyjesz?
zzmuszona
zabrzęczała
— mam sto piętnaście lat



Wasza wczasowiczowska maść

doły
puste
smoki wyzdychały
fiszbiny po nich wiszą
leonardowskie
szpara z wodą nie dopita
piach zębami zgrzyta
idzie pani
idzie druga
literatka
trzecia w krzyk
— ekshibicjonista w wykrocie!!!
i w cwał
wpadają do domu twórczego
— tam tam!
te, co siedziały
zerwały się od tele
— hop hop!
ale echo w bok
i tyle





WIECZNOŚĆ
straszna
wszystkiego zdąży zabraknąć





wierzby
smoki stojące
czym im więcej ucinają
tym więcej się głowią





wpadłem w dołek z rymami
syczą
ale jak się wygramolić?
no,
myśleć!
nie śpiewać



cykl: Wiersze ciotki Anieli


— Fibzia, spokój!

Gorąco. 
Słono.

Słupie przeznaczenia.

A gdyby mnie nigdy nie wstawiano 
w ten świat?

Tobym nie była Anielą
Przypadku
Wczutą w żonę Lota
Po skarceniu kota
Ale i po stłuczeniu atomu.



Być krową

Czy ja wiem?
Żyć trawio.
Żucio śnić.
Gębą z podmuchem pić i pić
Całe wiadro?

Dojenie
Nie, nie, racja!
Cielić się nie chcę...

A anielić?

Trzeba mieć równy lot 
I dobry głos.

A ja już schrypłam. 
W kościach też.

Nicość to nie najgorsza rzecz.





CHÓRY NA DRUTACH
USIADŁY
Kraczą aż zbladły.

Spadły.



Gitara?

Owszem.
Zabrzęczałam.
Zapatrzyłam się chociaż to w poprzek
Struny kolejowe
Do Koluszek
Z Koluszek...
Więcej nie grałam
W życiu.
Tym.
W innym?
Zrobię jeszcze mądrzej.

Nie tknę.

Niczego.



Kto co? Bo ja...

Ta ma chatę.
Ta ma wóz.
Tej zięć na Antarktydzie. 

Mnie w miejscu idzie.



Ludzie jak muchy w bloku

Każdy w bunkrze
Na swoim cukrze





ŚNI MI SIĘ
Kołdra na niebie.
Śpi za mnie.
Ja taka duża?

Budzę się: serce bije
Na całe mieszkanie.





Słońce zżółkło
I pies.
Południe.
Woda wpija się w studnię.

Mnie coś wynosi
Jak pył, 
Kurz.

Była.
Sobie. I już.





TĘSKNOTA za kalafiorową 
Zupą.

A zrób ją sobie, półwdowo.

Ależ tu nie w jedzeniu smaku
Tajemnica.
Ona w idei smaku
W idei nadziei.
Estetycznej.

W grzechu
Lubości
Między zmysłem łyku
A niedojściem do
Dosłowności.





UKLĘKŁAM PRZED SAMOCHODEM
Mimochodem
Bo mnie szturgnął.
Więc się gramolę.
Podbiega kilka pań,
On nie. Na miejscu. Blady jak dreszcz.
Krzyczę
— Barani draniu!
Masz szczęście!
I ja też.





UKRADŁA MI KURĘ

Myśli, że nie wiem.

Ja to przetrzymam.

Jej za to spypciała mowa
— co, co to too... oko... na oko... ko
A przelatuje szosę też ostatnio jak kura



W tym samym miejscu

Bomby 
Trafiały. 
Mnie nie.

A teraz po tylu latach spokoju
Trąby
Czy aby z nieba?
Czy tylko w uchu?
— Szykuj się
— I tak trzeba
— Bez huku



Z czego żyję

Dwudziesty dziewiąty 
Wywąchał kąty, 
Grosza nie napaskudził. 
A tak łudził.

Pamięta mnie moja renta 
Czy nie pamięta?

Wschód słońca. Trzydziesty. 
Teraz zacznę z sobą testy 
Na wytrzymałość.

Trzydziestego pierwszego
Wzięłam się w całość.
Na pocztę! Do celu!
Tam zauważono, że zawieruszono.
— Pani Helu...
Znaleziono.



cykl: Wiersze na błysk




a jak ziemia zemdleje
czarne słońce zapieje





być
to źle
a nie?





ja do okna
trawa w wodzie
woda w błysku
błysk na mnie

szum
co? co?

wszystko zgasło



Niezgrabność czasu zakręconego

kropla klap
kropla klap





rozpuśćmy się
nie będzie źle





STYCZEŃ, BLOK
JEDENASTE PIĘTRO, noc
okienka, korytarz na zapas
ciemny pas
wywoływany mijany
— dużo was
— nas?
— cieniutkich 
    cieniutkich 
    na płask
    jedniutkich i tych samych








za musami
    pokusami
przed wielu wielu laty
do dziś
szyja boli od obrotów



cykl: Wycieczka do Egiptu




Klęczałem przed łóżkiem
— „z ziemi egipskiej, domu niewoli”
mamo, co to?

Mama o Żydach.
Tyle ich wtedy na ulicy
nietrudno było sobie wyobrazić
słup ognisty
tłum
ogon z piachu
faraon goni



Kolosy Memnona

roztrzęsione ziemią
—  —  —  —  —  —
stał jeden
drugi przewrócony spał
a przez sen, przez wiatr i piasek
chrapał, jakby śpiewał
ktoś go podniósł, zbudził 
śpiew się urwał 
jeszcze Nil kolosom 
wylewnie mył nogi 
teraz i to nie
tylko trzcina cukrowa obok szumem słodzi 
drogi zapatrzeń 
i urwań





Księżyc
oderwał się od meczetu
i nad Nil
wygięty od spodu... aha
dlatego łódź

ja mówię o prawdziwym księżycu 
ja — też prawdziwy 
aż stanąłem 
na oślej ziemi

jazda!



Libretto wschodnie

— garnitur?
— no
— żelazko?
— no
— zegarek?
— no
— grzałka? krem?
— no
— skarpetki?
— no
— torba?
— nic nie wziąłem
— Bolanda biedna?
— tak



Nad pociągiem pustyniościan

stoiidzie
same nogi sfinksów
reszta rzuciła się
do ucieczki w niebo
nie odgadła siebie





nie było tu spokojnie
ziemia wyrzucała kamienie
sterczą w Nilu
teraz wielkie święte
pustynia zwalała co się dało z góry
trzęsła się ruda ziemia
rozsypywały świątynie

a ludzie?
też trzęśli sobą
i się spychali



Piramida

jechałem do Egiptu 
sprawdzić naczelną metaforę 
styk z nieskończonością

—  —  —  —  —  —  —  —

— i co
sprawdziło się? 

—  —  —  —  —  —  —  —

— na wylot



Poczet mumii

Na końcu podróży
spotykamy ich samych
przez szyby gablot
Seti II czarny łysy w białą kość
szczerzy stopy malowanymi paznokciami
buzia do lekkiego chrapu
długogłowy
Ramzes III i tak ładny
długogłowy
Seknenre fioletowoczarny
szczerzy poliki, zęby dobre
ciemny blondyn czy szatyn?
długogłowy
Seti I czarniuni spokojniuni
jak rzeźba
długogłowy
Amenhotep IV, aha,
siwy na gębie, brunet
bardzo długa głowa w tył
bardzo odchylona
—  —  —  —  —  —  —  —  —  —
baby kopiaste
Herhorowa
Sitkamosowa zęby na bok 
Nefertari Achmosowa 
pół zębów, czarny grymas 
— co się zrobiło z tej kobiety 
ciężko umierała? 
—  —  —  —  —  —  —  —  —  —
hm 
zlecieliśmy się

i się rozlecimy.



Rogi w górę

       nie jak u nas
       nie jak u nas 
księżyc wisi położony 
nowiem na plecach 
— to dlatego na meczetach...
a ja przez 50 lat myślałem 
że to fantazja



Styczeń odwrotnikowy w odsypanej świątyni w Luksorze

pylony
nos
katar tebański
grube słupy sztuki
kurz też
amarant
gadania ciemnieją
ostatni wróbli ćwir
odciski butów hieroglifieją
w przesypie
dreptu świata
muezin
do mikrofonu ale nie nagrany
po tym wszystkim
rzymska rzeźbiona baba w kącie stoi
jak podkasana
syknął zapach Nilu
ciemny stróż bije ścierką sfinksy
puka w rękę
— która?
— szósta

rozlana
uroda zachodzącego
do góry nogami do siebie





W KOŃCU TO WCHODZENIE W PIRAMIDĘ 
SZNURECZKIEM Z MIJANKĄ 
przypomina mi przejście przez kanały 
tylko że to jest tamtego
                      na pół odwrotność
Halina wtedy w powstanie była w Śródmieściu 
do kanałów nie wchodziła 
teraz do piramidy też nie





zaglądam do moich bananów pod łóżko
— co za wielki purpurowy chrząszcz, ukrył się?...
Pan Zbysław na to
— święty, on chciał panu coś powiedzieć

ale co?
ci co mogą powiedzieć, nie mają co
a ci co mają co, nie mają jak



Zawrót

— ile tu napisane?
— po naszemu pięć, ale po ichniemu?
— przecież po naszemu to po arabsku
— to jak po ichniemu arabsku?
— po egipsku



cykl: Wyrywki




dzień zakręcony
w niebo rzucony





MM
tu się pasł
śniło mu się
temu mamutowi
że fruwa
na stojąco
(dawno temu)





mokre pole wisi w powietrzu

łapać się
za co





poślizgła się noc na liściu





Przez dziury liści
wieje świat.

Zrymowaliście?
          — Spać.



Ruch ul.

obijać się
omijać się
omijać się
obijać się





zalatuje
humorami powietrza
blok
o blok

i nawzajem



cykl: Ziewanny




do połowy ból głowy
od połowy nieból





Na czym księżyc wisi?
Na spadaniu.





SUFITOWOŚĆ
ma znaczenie

dla duszy
      
      



cykl: Zima blokowa




a może dusze to druciki
od głów do stóp
i mają w sobie korytarzyki
z bytości w będziość



Gąszcz

siedzą te małpy
na gałęziach bloków



Tuziemcy

w górach betonu
przeludnień
padniemy
i odgnieceni
staniemy
plastikowaci
u łaskawych znalazców





komentarze i interpretacje [dodaj...]
reklama

 :: polecamy
 :: doszukaj

 :: odliczanie
Serwis został uruchomiony 1 941 dni temu, potem była przerwa... działamy znowu już 1 671 dni.
 :: ulubione wiersze
Wywiad - 895 głos.
Ballada od rymu - 757 głos.
Chrystus powstania - 701 głos.

 :: Białoszewski najtaniej
lideria.pl
Biblioteczka opracowań. Zeszyt 63. Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego
 :: losowe zdjęcie                     
wygenerowano w 0.345 sek. | engine&gfx © 04-07
zawarte materiały są chronione prawem autorskim