::: ogółem 2617342, dzisiaj 623 odsłon strony :: aktualnie 9 osób przegląda stronę :: w ciągu ostatniej doby 99 unikalnych odwiedzin ::: 
aktualnościpoezjaprozateatrgaleriarękopisy
wywiadyo mironieksięga gościbłahostkidodajlinkownia

Rachunek zachciankowy
czytano 4800 razy


cykl: Jedno przy drugim


Niedopisanie

przyjdź
           pismo
                    nosem
                    seksem
                    trafem
                    cudem
                    musem
                    ciurkiem
                    zezem
                    siupem
                    boczkiem
                    truchtem
byleś
        pis-ło

[Wa-wa, 8 paźdz. 1958]




Osobowość zachciankowa

ja dzisiejszy
jaknajjadzisiejszy
chcę spełnień mi się chceń na dziś dziś
przed przespaniem się w jajutrzejszość

[5 sierpnia 1958]




cykl: Kronika wypadków


Wypadek z gramatyki

ci       u        tych
bywali bywalcy mieszkali mieszkańcy
niebywali      nieomieszkujący
wobec          w to miejsce
nabyte
zbyć, zbytek
               natychmiast
               natomiast

               się nie mieści
    w głowie
tych   na   tych
m o r d e r s t w o !



cykl: M'ironia


Jak by się tu wyjęzyczyć

mówię wam
kiedy mówię
to zupełnie jakby
idę
jakby długo kupowany
kalosz
czuję się
rozciągający się
pąs
odbicia
kalosz w kalosz
loża
plusz w plusz
Toulouse
Lautrec
język — kurtyzana
w sztucznych perłach zębów



Kwadrat mowy o sobie

włos ma piękno
mam przerwę we włosach
jestem bez przerwy
o włos a byłbym piękny



Tłumaczenie się z twórczości

chcą od mojego pisania nabrania życia otoczenia
a ja ich łapię za słowa
                   po tocznie
                   po tworzę



Zawieszenie w porozumieniu

1
Nie jestem godzien, ściano abyś mię ciągle syciła zdumieniem... to samo — ty — widelcze... to samo — wy — kurze... Jakże jednak tu nie ulec twojej piramidzie mojego odosobnienia? a twoim — brzękom nazwy która nadziewa moje ciasto ucha? a waszym szarym — z was samych — drogom w które i mnie zabieracie? Tak w mojej pustelni kusi: samotność pamięć świata i to, że mam się za poetę. Dziwię się i dziwię siebie, i komentuję wciąż żywoty otoczenia. Więc nocą mija dni czterdzieści albo cały anachoreta, a owe pychy apetyty swawolne wole robią ze mnie gniazdo.
2
Kruk mi chleba nie przynosi. a grota — numerowana, wisi drzewo ze sznurków, kwitnie papierami, kwitnie świecznik ze stołowych nóg a drugi świecznik — prawdziwy. Ostatecznie — mówię z ludźmi. Nie piszę dla samych szaf. Więc bądź — o ja! — garbaty garbem pokory przed ziomkami i garbem porozumienia. Zrozumcie po ciemku: brzęczy srebrna korona stołu, słychać miasto w skrótach i ukosach. Zapalcie światło: czy nie zamiesza się każdy z was — w żółtej szklance, dokoła której ociera się półtora wymiaru? Zgaście światło: oto magazyn kontemplacji, cały jesteś pokryty sercem, rozgrzesz mnie! Włóż, włóżcie papierowe kwiaty do czajników, pociągajcie za sznury od bielizny i za dzwony butów na odpust poezji na nieustanne uroczyste zdziwienie...!

[styczeń 1955 r.]




cykl: Miejscowość wniosku


Otwockanoc

odcinek od dech choruje chorego korytarzowego wzrostu palm
na szczurze życzeń zdrowia
      
      



Otwockorium

pogoda do gołej skóry chodzenia po lesie dreszczy po sobie
mienie nieruchomości szpitalnictwa wykonywającego sanatorium
      
      



Ulotne

wisi się jeść
to stara mojo-twoja myśl
                             zabrania
                             ze sobą
                             piór
         piór z piórą na my
   a tu za m’zolnie
     za p
      
      



W stanie leżenia sanatorium w lesie

ręcznik stoi na łóżku
pod łóżkiem leży las
włożyć się do lasu
wróciwszy znożnie
umywszy zręcznie
stać na kłaść
      



Zbiorowe ustalenie charakteru Pani Doktór

    Pani Doktór podjęła nas

    Pani Doktór okazało się to ta Pani Doktór od dwadzieścia 
lat temu
    Pani Doktór wydawało by się jest za bardzo a dowcipkuje

    Pani Doktór trzyma się zasad ale idzie na umowy

    Panią Doktór poniosło na nas tylko podobno ona przypusz-
czała że ją poniesie
    Pani Doktór zatuszowała naszą niesubordynację ale nam 
ją wyzarzuciła chociaż mówią że to dobra Polka
      
 
 
      



cykl: Mity niechcący


Ballada od rymu

Dwaj panowie stateczności 
umknęli w cudzej samochodowości. 
Zapuścili motor, brody. Ciach! 
I jak po chiromancji drogą życia 
wjechali in medias res. 
Zaznaczy ich za to kres 
wiśniowy.

Medias — miasto zero trzy 
rynek zdobny w pie-ękno, 
w głębi idzenie muzułmanów 
do synekdochy 
raz na miesiąc — — —

grzdyle
chamciucie
struple
— to ci byli w tle
— to ci rzucali na nich spojrzenia 
i nieludzkie strucle.

Wybiegli podeszli w wieku. 
Odległość.

O Mekku! mekku!
Piętrzą się trudności!
We dwóch rynek pękł — ! —
O dwaj panowie nudności — — —

! Tatarzy ! Bitwa ! Kotlecenie! 
Od synekdochy huk żyrandoli ! ! ! 
Dopiero tłum zza węgła wyłoni 
bohaterkę sanskryckiego rodowodu:
ta cichaczem
na majchrze
podpełza
a opatrzona tradycją yogów
a na czarakach
lajkonikom brzuchy rżnąć!
w gazecie być sławną nazajutrz;
tam tytuł paneuropą
„tu padło sto tysięcy
kup loos”.

Mańka Szpryncer
— bo ona to była — 
owoców nie myła 
ona tępiła.

Gdy świt
blady jak kij
który ona chwyta
i po ścianach klip!
do wieczora
późnego jak abstrakcja.

Lecz oto we drzwiach dwaj witacze.
Proszą o nocleg i o jeść.
Jedzą muchami nadziewacze.
Ona im ściele z patosem
i mówi nawet nie tak pod nosem:
„pójdą w kimono w białą ściel
„reinkarnacja savitri!
„zarżnę ich nożem jak woda po psie
„radża yoga savitri!
„dwa słoje z sokiem
                             wi-sien
                             wi-sznu
                             wi
                                —
                                   sien — —”

I masz ci los:
Mańka Szpryncer
spełniła swoją kołysanicę.
Mucha nie kuca nic.
I jeszcze żyła Sanskrytka sto lat!!!
A po nich
przelew krwi
zbladł gorzej pestki
i wypran.



Mit czynnościowy

Pełnia
ogona pawia

Piórami
pożyczony na ruch
od  bielizny
     baniek
     mokrej wody

Nad
jego majestatem
zaokrąglonym
do balii
górna połowa
jego
teściowa Genia
jej głowa
z pawimi oczami
w cały ogon balii
jego
niechcący
dumna
z pawia
      
      



Mity wojenne

TRZY

Jedna uciekła.
Druga uciekła.
Trzecia
zacięła się w drzwiach.


JEDEN

Ukucnął pod stół
i ocalał.



Po moim patronie

Wącha go tron:
mściwy jest Władca!

Święty jest Miron
ucieka.

Od tronu
do pustelni
miecz kicha.
Tak pachnie Świętym Mironem.

A oprawca:
— módl się
— Święty Mironie
— patrz czekam
— miecz czeka

Święty Miron klęka:
— czekaj
— o długo bo ja
— będę się modlił
— do końca świata

Świat się nie kończy.
Klęczy pod miecz
on      Miron
jest
Święty
nad oprawcą cierpi
ale stać go na to
aż do końca świata
żeby cierpi
że oprawcę wącha czekanie
z mieczem nad nim
Święty Miron tym pachnie i pachnie.
      
      



cykl: NIEPRZYPISANE


cykl: Retory


Hazardzistka

mama ziemska jest końska
mama ziemska jest wódeczna
bieżąca za końmi jak woda
trybuna kipi ona paruje
pada dopiero na
                        swój
                        anin
                        matriarchat
jako swoja pierwsza wóda
i ziemskość:
                  grzywka
                  torby pod okiem
                  buzia mamina konina
      
      



Interes

Pan Benon
życiowy spryt zręczności
po działaniach
dostał pokój
z przydziałem na pralnię
z fortepianem
planuje tu
dom mód
albo
wydmuch bombek
żyje ze świec
ogłasza kolportaż gazet
dla wszystkiego robi pranie
przychodzi dwanaście
siadają
patrzą na pranie
tłumaczy
„wprawdzie dziś
kwalifikacja pań do wyżymania
ale
już niech będzie szkoła tańca
tour de balance!”
dziwią się i tańczą
„tour de l'amour!”
jedenaście ucieka
jedna nie
we dwoje
robią trzy piętra łóżek
noclegi nocne i dzienne
oraz parami
w dodatku
separatka
w szufladzie od komody
po frekwencji
prycze w rozkład
złożyło się
domek
fińska sielanka
inspekta
podłoga bujna
kwiaty idą
aż jednego urodzaju
z lewkonią pod całe łóżko
zasnęli
od zapachu
na śmierć



Szantażystka

(mit ojcowsko–synowski)


Pan Włady rozbany się

jego syn Sabin
w pierzynie róż dziennie

wtem
w jeden w pierz róż dzień
ktoś puk! wmiot się
jednej różu lic
w to (słów):
— pan nie zna mnie
— ja pana znam
— pan jest syn ojca
— pana ojciec pana
— jego adres?

Sabin z pierz róż jej
— tyle i tyle

Zmiot się różu lic

Sabin w pierz róż
na drugidziennie
wpad nań Pana Włady:
— panie
— Sabin
— co ty jej adres mój co za a-a
Sabin ojcu Włady:
— y-y
i nań śpi róż
Włady na syna Sabina:
— ty y a ja róż a-a!
Sabin ojcu Włady:
— a była taka coś róż
Włady przed synem Sabinem:
— taka owszem róż?
Sabin do ojca Włady:
— róż ale eee
Włady synowi Sabin-owi:
— co panie eee
Sabin do ojca Włady:
— atam róż
Włady za synem Sabinem mach:
— może i eee róż
— m ta sama
— ja sam
— ta wmach się
— do kart się
— coś panie syn
— nie wiem jak co wymach się
— ja tchnięty mac się
— gdzie książka kasychorych???
— ta róż mach!
— szantażystka!!!
      
      



Zaćmienie

zupełnie osobna fryzjerka
zupełnie osobna malarka drzwi
na parterze
zaćmiły się
wymijająco
zupełnią
o
zupełni
w zaokrągleniu do siebie
i nawzajem:
malarka drzwi fryzjerki
fryzjerka malarki drzwi



Zet

Zetowi
chroboce w ścianie
czy
nie jak w starym sucharze?

A Zet na to:
to nie robak
    nie mączatka
jeno jednorożec
wielomiędzypiętrowy
w moją stronę
korytarzuje

czekam ostrego widoku
i czekam

i jak przebodzie
olbrzymich ścian bułeczkę
o! orkiestro szmerów i lśnień
umrę jak złoto.
      
      



cykl: Romans z konkretem


Kontrast kupujeeeee!!!

dwór na tożsamość
nicieje
kratowany cieknięciem
już z niego wór
same plecy wora

jedno workowe okienko
od jeszcze szarszego
od wewnątrz
zatykam uchem:  (?):
             niosą nas?
             wysypią? kiedy? gdzie?

             handel-eśmy
             obijający się o siebie
             siniakami starzyzny?

             kupią
             nas — fałszywe koty?
                   — judasze z worka?
                    które wtem! zdradzą
                    zestarzałą jednakowość
                    dla różnicy?



Krajobraz jako oko

elipsy
takt takt
punktualny
taniec
na osi

figuralność w niebo
amonitem

zakrzywienia
jako kolej rzeczy
i atmosfera
i naciek

czynność

krystalizacja
kroić — to mijanie
z powiewu — wielomasyw

rozsypka
zero — powieka
zero — w ruch!
zero! soczewko!

horyzont
bliżej — szczep
            dwustóg
            spiętoczub
            dwurożec
			 
patrzę

promienieje
jajo bez wyjścia

panorama bije
wypuklenie
z oka

tworzenie oglądanego

czwarty
na dowód oka
wymiar

tworzy
oglądane
oglądanego
      
      



Obierzyny (1)

i odejmować słowa od rzeczy

nie maleją

im nie ubywa

a odarte ze skóry
nieczułej długim wymawianiem
owoce!
o one!
oblewające się początkiem
o warzywa!
którym przybywa na wagach
o słowa!
wam
       przypływa
                      rzecz



Patrzeć pod kątem przepełnionym

siatka
z cebulą oka
slizgać
łuszczyć
widać
pieczenie powierzchni
w odłupywanie
w głąb
zjawiska zapalne
gryzące
cebulami cebule
zanim ogryzka brak
zamiast nawiązującej do dalszych
pestki
syp! kap! łza
rośnie
nałuszcza
spoi
załapie owoc sznura
w kratę cebul
oko w oko
sieci
      
      



Romans z konkretem

wtem
miłość
ku komu? ku komu?

nogami uginany
na odwrót klęczek
krzesłu
pierwszemu
zwierzam
i jest wzruszenie
i wspólne zgięcie
i teraz to ty
            o krzesło
kocham cię
            krzesło
kocham cię
i to jest miłość tragiczna
bo już jest
zaczajenie zdradzonego oprócz krzesła
wypatrzy
wyjrzy mnie           będzie wyglądało
zemści się

zdradziłem? ... ?
zdradziłem:
     mści się
     wyjrzała — oprócz krzesła — 
     zdradzona
     reszta świata
     wygląda
     wygląda nie dla mnie
      
      



Życia sam zapach

ja
jawa
owiędła na płask
oddalonych punktów
pstrość
czyli
je
łączy
sproszy
skreśli
bezwonny stan
a to znaczy ruch
a to wzruszyć
,coś z pamięci oddechu:
krążenie
rytm rozkręcony na kwiat
rozgałęziacz pojęć zielonych
bujna kulistość
łązność
toczona zwąchań
struktura
każe stąd-dotąd zjawisko
wdech! zaklockowanie!
zamknąć w zamknąć
kryształy
w przezroczyście jedno słońce
zmysłu
nosa



cykl: Sprawdzone sobą


Akty

Akt rozkrojonego boku.
Akt serca.
Akt kości.
       Rzeźnik drąży
       w nagości nagość
       z nagości nagość
       wciąż jeszcze nie to
       aż do szpiku?
       czym jesteś szpiku?
       gołe zwierzę?
       Co jemu i tobie?



Burza

Burza.

Na moim odwrocie
omokły gniot:
las w dechę płaszczony.

Amarant zboża

morderczy
ścigał mi serc moich dwoje.

A dom?... Gdzież...
było lwio.
Ponadto lwiało.

Wyrywałem sobie grzywy
                  anilinowe
                  i jak deski do prasowania
                  z korzeniami
żeby się nie straszyć
a biegnąc
doczekiwałem bitej kulminacji

zastrzeliłem się ja i wieś
w jedno:
huk młyna
drewniana lwica (?)
a — jeszcze nie to

Dopiero ulga
lwia
szpara remizy strażackiej:
piorunującą minią
siekiery, trójzęby
w bukiet — grzywę
burza
lwia róża!



Sprawdzone sobą

Stoi krzesło  :
artykuł prawdy
rzeźba samego siebie
powiązana w jeden pęk
                   abstrakcja rzeczywistości.
				 
Połamało się.
I to też forma
           tak - świecznik
           tak - mina byka.
		
Abstrakcyjne powołanie krzesła
przyciąga teraz
całe tłumy rzeczywistości
wiąże w jeden pęk
w składzie prawdy
                rzeczywistość abstrakcji.



Z kolejowych przypadków

w przedziale szarym
takt wybija
siedmiu nie-braci śpiących

przebudziłem się ósmy
                          obcy
							
w szybie klawiatura ciemna
mgła na grubość tłumu
to chmura bezsenna
koncertuje
i jakże wielki odgłos nieba

chyłkiem tych siedmiu
chyłkiem drzew
o harmonii brzasku

i moja z tymi harmonia
grająca pokrewieństwo forma

i widnokrąg
rozciąga się do nas
w stronę swoją
jak instrument
zwany harmonią
      
      



cykl: Zmysłów pierwoustroje


Dziki kraj przyczyn

Rosnąć ma trawę.
Trawa ma cerkiew.
Cerkiew ma drabinkę.

Drabinka nie ma
noszonych umrzyków.
Umrzyki nie rosną.



Nadwołkowyjskiej nocy liczba pojedyncza

Ucho wilka wyło do wiatru.
Starocerkiewna pogoda.
Huśtały się lisy
między górami
szło
szkło
niebieskiej góry
w gwiazd żółć
kropił:
         nocleg
         sowa
         niestałość
         otwarty dół miejsc
                    do Wołkowyji
                    do do-
                    i na-
                           rzecza
                      dna
                      zastałej
                      odmiany:
                      włk
                      włka





RYCZĄCY ZA DNIA
LEW ULICY
NOCĄ W PODŁUŻNEJ JAMIE ŚNIEGU
ŚPI TWARDO I PRZEZ SEN
KRONICE PATRONUJE

gdy ceremonia podróżnych
noc

to sufit
odrzeka na dolny śnieg

to pobielony pod Karpatami
biskup Marcin bez cienia w słońcu

to święty Lublin rano
w siodłach jurajskich
o kredowym suchym obliczu
      
      



Spowodowanie kwiatu

powód kwiatu     :  koszajec

tknąć bez
powodu     :   koszowa korona
                    rytm
                    jako wierność
                    na końcach palców
                    koronnych
                    zwojami
                    wyplatającymi
                    wypuklejszość czucia
                :
                    kwiat powodu
      
      



Wołkowyi okolica bezstronna

przeciągnięcie przez garnek
                              wystający spod cerkwi
                     przez dziko małe jabłko
                              dziób
                              cyrylicę

słońce jest wobec siebie

       niebo     od czego
             nie zależy      niebu
przeciągnąć      nie przeciągnąć
obojętność obu ujęć

na ukos przez jej koszącą się wysokość
                 trawy łąki
ona            trawa łąka
skośna do wierzchu jej skosu
pasie się spokojnie
rośnie spokojem
pasie się na mojej szyi

pojmuję obojętności
i na odwrót:
pojmały mnie
te krowy ledwie do wytrzymania
                 żeby być leżącym
                 na chwilę
                 żeby nie zapachniałość

                 o mało co nie nietoperze
                 siejący
                 strąk wieży

                 o ile nie jestem sam
                 przybyłem tu z przyjaciela
                 głową
                 wygląda ze strąka
                 tam      wszedł
                 reszta jego     jest
                 znam całego

                 lecz tu tak pusto

                 wygryzająco wiedzenie



Zmysłów pierwoustroje

mój język są ostre
mój język są trawy
szczypią mnie
w weremień (kwiat)
                   jeden
    a eń-zamachem
ostrza
miękkiego
w ileż kos
brzmienie
łąkom przejadł
a ucho przebódł





komentarze i interpretacje [dodaj...]
reklama

 :: polecamy
 :: doszukaj

 :: najpopularniejsza poezja
wiersz
Wywiad
cykl
Kabaret Kici Koci
tomik
Obroty rzeczy

 :: Białoszewski najtaniej
lideria.pl
Chamowo
 :: losowe zdjęcie                     
wygenerowano w 0.125 sek. | engine&gfx © 04-07
zawarte materiały są chronione prawem autorskim