| |
Rachunek zachciankowy czytano 4800 razy
cykl: Jedno przy drugim
Niedopisanie
przyjdź
pismo
nosem
seksem
trafem
cudem
musem
ciurkiem
zezem
siupem
boczkiem
truchtem
byleś
pis-ło |
[Wa-wa, 8 paźdz. 1958]
Osobowość zachciankowa
ja dzisiejszy
jaknajjadzisiejszy
chcę spełnień mi się chceń na dziś dziś
przed przespaniem się w jajutrzejszość |
[5 sierpnia 1958]
cykl: Kronika wypadków
Wypadek z gramatyki
ci u tych
bywali bywalcy mieszkali mieszkańcy
niebywali nieomieszkujący
wobec w to miejsce
nabyte
zbyć, zbytek
natychmiast
natomiast
się nie mieści
w głowie
tych na tych
m o r d e r s t w o ! |
cykl: M'ironia
Jak by się tu wyjęzyczyć
mówię wam
kiedy mówię
to zupełnie jakby
idę
jakby długo kupowany
kalosz
czuję się
rozciągający się
pąs
odbicia
kalosz w kalosz
loża
plusz w plusz
Toulouse
Lautrec
język — kurtyzana
w sztucznych perłach zębów |
Kwadrat mowy o sobie
włos ma piękno
mam przerwę we włosach
jestem bez przerwy
o włos a byłbym piękny |
Tłumaczenie się z twórczości
chcą od mojego pisania nabrania życia otoczenia
a ja ich łapię za słowa
po tocznie
po tworzę |
Zawieszenie w porozumieniu
1
Nie jestem godzien, ściano
abyś mię ciągle syciła zdumieniem...
to samo — ty — widelcze...
to samo — wy — kurze...
Jakże jednak tu nie ulec
twojej piramidzie mojego odosobnienia?
a twoim — brzękom nazwy
która nadziewa
moje ciasto ucha?
a waszym szarym — z was samych — drogom
w które i mnie zabieracie?
Tak
w mojej pustelni kusi:
samotność
pamięć świata
i to, że mam się za poetę.
Dziwię się
i dziwię siebie,
i komentuję wciąż żywoty otoczenia.
Więc nocą
mija dni czterdzieści
albo cały anachoreta,
a owe pychy
apetyty
swawolne wole
robią ze mnie gniazdo.
2
Kruk mi chleba nie przynosi.
a grota — numerowana,
wisi drzewo ze sznurków,
kwitnie papierami,
kwitnie świecznik ze stołowych nóg
a drugi świecznik — prawdziwy.
Ostatecznie — mówię z ludźmi.
Nie piszę dla samych szaf.
Więc bądź — o ja! — garbaty
garbem pokory przed ziomkami
i garbem porozumienia.
Zrozumcie po ciemku:
brzęczy srebrna korona stołu,
słychać miasto w skrótach i ukosach.
Zapalcie światło:
czy nie zamiesza się
każdy z was — w żółtej szklance,
dokoła której
ociera się półtora wymiaru?
Zgaście światło:
oto magazyn kontemplacji,
cały jesteś pokryty sercem,
rozgrzesz mnie!
Włóż, włóżcie papierowe kwiaty do czajników,
pociągajcie za sznury od bielizny
i za dzwony butów
na odpust poezji
na nieustanne uroczyste zdziwienie...!
|
[styczeń 1955 r.]
cykl: Miejscowość wniosku
Otwockanoc
odcinek od dech choruje chorego korytarzowego wzrostu palm
na szczurze życzeń zdrowia
|
Otwockorium
pogoda do gołej skóry chodzenia po lesie dreszczy po sobie
mienie nieruchomości szpitalnictwa wykonywającego sanatorium
|
Ulotne
wisi się jeść
to stara mojo-twoja myśl
zabrania
ze sobą
piór
piór z piórą na my
a tu za m’zolnie
za p
|
W stanie leżenia sanatorium w lesie
ręcznik stoi na łóżku
pod łóżkiem leży las
włożyć się do lasu
wróciwszy znożnie
umywszy zręcznie
stać na kłaść
|
Zbiorowe ustalenie charakteru Pani Doktór
Pani Doktór podjęła nas
Pani Doktór okazało się to ta Pani Doktór od dwadzieścia
lat temu
Pani Doktór wydawało by się jest za bardzo a dowcipkuje
Pani Doktór trzyma się zasad ale idzie na umowy
Panią Doktór poniosło na nas tylko podobno ona przypusz-
czała że ją poniesie
Pani Doktór zatuszowała naszą niesubordynację ale nam
ją wyzarzuciła chociaż mówią że to dobra Polka
|
cykl: Mity niechcący
Ballada od rymu
Dwaj panowie stateczności
umknęli w cudzej samochodowości.
Zapuścili motor, brody. Ciach!
I jak po chiromancji drogą życia
wjechali in medias res.
Zaznaczy ich za to kres
wiśniowy.
Medias — miasto zero trzy
rynek zdobny w pie-ękno,
w głębi idzenie muzułmanów
do synekdochy
raz na miesiąc — — —
grzdyle
chamciucie
struple
— to ci byli w tle
— to ci rzucali na nich spojrzenia
i nieludzkie strucle.
Wybiegli podeszli w wieku.
Odległość.
O Mekku! mekku!
Piętrzą się trudności!
We dwóch rynek pękł — ! —
O dwaj panowie nudności — — —
! Tatarzy ! Bitwa ! Kotlecenie!
Od synekdochy huk żyrandoli ! ! !
Dopiero tłum zza węgła wyłoni
bohaterkę sanskryckiego rodowodu:
ta cichaczem
na majchrze
podpełza
a opatrzona tradycją yogów
a na czarakach
lajkonikom brzuchy rżnąć!
w gazecie być sławną nazajutrz;
tam tytuł paneuropą
„tu padło sto tysięcy
kup loos”.
Mańka Szpryncer
— bo ona to była —
owoców nie myła
ona tępiła.
Gdy świt
blady jak kij
który ona chwyta
i po ścianach klip!
do wieczora
późnego jak abstrakcja.
Lecz oto we drzwiach dwaj witacze.
Proszą o nocleg i o jeść.
Jedzą muchami nadziewacze.
Ona im ściele z patosem
i mówi nawet nie tak pod nosem:
„pójdą w kimono w białą ściel
„reinkarnacja savitri!
„zarżnę ich nożem jak woda po psie
„radża yoga savitri!
„dwa słoje z sokiem
wi-sien
wi-sznu
wi
—
sien — —”
I masz ci los:
Mańka Szpryncer
spełniła swoją kołysanicę.
Mucha nie kuca nic.
I jeszcze żyła Sanskrytka sto lat!!!
A po nich
przelew krwi
zbladł gorzej pestki
i wypran.
|
Mit czynnościowy
Pełnia
ogona pawia
Piórami
pożyczony na ruch
od bielizny
baniek
mokrej wody
Nad
jego majestatem
zaokrąglonym
do balii
górna połowa
jego
teściowa Genia
jej głowa
z pawimi oczami
w cały ogon balii
jego
niechcący
dumna
z pawia
|
Mity wojenne
TRZY
Jedna uciekła.
Druga uciekła.
Trzecia
zacięła się w drzwiach.
JEDEN
Ukucnął pod stół
i ocalał. |
Po moim patronie
Wącha go tron:
mściwy jest Władca!
Święty jest Miron
ucieka.
Od tronu
do pustelni
miecz kicha.
Tak pachnie Świętym Mironem.
A oprawca:
— módl się
— Święty Mironie
— patrz czekam
— miecz czeka
Święty Miron klęka:
— czekaj
— o długo bo ja
— będę się modlił
— do końca świata
Świat się nie kończy.
Klęczy pod miecz
on Miron
jest
Święty
nad oprawcą cierpi
ale stać go na to
aż do końca świata
żeby cierpi
że oprawcę wącha czekanie
z mieczem nad nim
Święty Miron tym pachnie i pachnie.
|
cykl: NIEPRZYPISANE
cykl: Retory
Hazardzistka
mama ziemska jest końska
mama ziemska jest wódeczna
bieżąca za końmi jak woda
trybuna kipi ona paruje
pada dopiero na
swój
anin
matriarchat
jako swoja pierwsza wóda
i ziemskość:
grzywka
torby pod okiem
buzia mamina konina
|
Interes
Pan Benon
życiowy spryt zręczności
po działaniach
dostał pokój
z przydziałem na pralnię
z fortepianem
planuje tu
dom mód
albo
wydmuch bombek
żyje ze świec
ogłasza kolportaż gazet
dla wszystkiego robi pranie
przychodzi dwanaście
siadają
patrzą na pranie
tłumaczy
„wprawdzie dziś
kwalifikacja pań do wyżymania
ale
już niech będzie szkoła tańca
tour de balance!”
dziwią się i tańczą
„tour de l'amour!”
jedenaście ucieka
jedna nie
we dwoje
robią trzy piętra łóżek
noclegi nocne i dzienne
oraz parami
w dodatku
separatka
w szufladzie od komody
po frekwencji
prycze w rozkład
złożyło się
domek
fińska sielanka
inspekta
podłoga bujna
kwiaty idą
aż jednego urodzaju
z lewkonią pod całe łóżko
zasnęli
od zapachu
na śmierć |
Szantażystka
(mit ojcowsko–synowski)
Pan Włady rozbany się
jego syn Sabin
w pierzynie róż dziennie
wtem
w jeden w pierz róż dzień
ktoś puk! wmiot się
jednej różu lic
w to (słów):
— pan nie zna mnie
— ja pana znam
— pan jest syn ojca
— pana ojciec pana
— jego adres?
Sabin z pierz róż jej
— tyle i tyle
Zmiot się różu lic
Sabin w pierz róż
na drugidziennie
wpad nań Pana Włady:
— panie
— Sabin
— co ty jej adres mój co za a-a
Sabin ojcu Włady:
— y-y
i nań śpi róż
Włady na syna Sabina:
— ty y a ja róż a-a!
Sabin ojcu Włady:
— a była taka coś róż
Włady przed synem Sabinem:
— taka owszem róż?
Sabin do ojca Włady:
— róż ale eee
Włady synowi Sabin-owi:
— co panie eee
Sabin do ojca Włady:
— atam róż
Włady za synem Sabinem mach:
— może i eee róż
— m ta sama
— ja sam
— ta wmach się
— do kart się
— coś panie syn
— nie wiem jak co wymach się
— ja tchnięty mac się
— gdzie książka kasychorych???
— ta róż mach!
— szantażystka!!!
|
Zaćmienie
zupełnie osobna fryzjerka
zupełnie osobna malarka drzwi
na parterze
zaćmiły się
wymijająco
zupełnią
o
zupełni
w zaokrągleniu do siebie
i nawzajem:
malarka drzwi fryzjerki
fryzjerka malarki drzwi |
Zet
Zetowi
chroboce w ścianie
czy
nie jak w starym sucharze?
A Zet na to:
to nie robak
nie mączatka
jeno jednorożec
wielomiędzypiętrowy
w moją stronę
korytarzuje
czekam ostrego widoku
i czekam
i jak przebodzie
olbrzymich ścian bułeczkę
o! orkiestro szmerów i lśnień
umrę jak złoto.
|
cykl: Romans z konkretem
Kontrast kupujeeeee!!!
dwór na tożsamość
nicieje
kratowany cieknięciem
już z niego wór
same plecy wora
jedno workowe okienko
od jeszcze szarszego
od wewnątrz
zatykam uchem: (?):
niosą nas?
wysypią? kiedy? gdzie?
handel-eśmy
obijający się o siebie
siniakami starzyzny?
kupią
nas — fałszywe koty?
— judasze z worka?
które wtem! zdradzą
zestarzałą jednakowość
dla różnicy?
|
Krajobraz jako oko
elipsy
takt takt
punktualny
taniec
na osi
figuralność w niebo
amonitem
zakrzywienia
jako kolej rzeczy
i atmosfera
i naciek
czynność
krystalizacja
kroić — to mijanie
z powiewu — wielomasyw
rozsypka
zero — powieka
zero — w ruch!
zero! soczewko!
horyzont
bliżej — szczep
dwustóg
spiętoczub
dwurożec
patrzę
promienieje
jajo bez wyjścia
panorama bije
wypuklenie
z oka
tworzenie oglądanego
czwarty
na dowód oka
wymiar
tworzy
oglądane
oglądanego
|
Obierzyny (1)
i odejmować słowa od rzeczy
nie maleją
im nie ubywa
a odarte ze skóry
nieczułej długim wymawianiem
owoce!
o one!
oblewające się początkiem
o warzywa!
którym przybywa na wagach
o słowa!
wam
przypływa
rzecz |
Patrzeć pod kątem przepełnionym
siatka
z cebulą oka
slizgać
łuszczyć
widać
pieczenie powierzchni
w odłupywanie
w głąb
zjawiska zapalne
gryzące
cebulami cebule
zanim ogryzka brak
zamiast nawiązującej do dalszych
pestki
syp! kap! łza
rośnie
nałuszcza
spoi
załapie owoc sznura
w kratę cebul
oko w oko
sieci
|
Romans z konkretem
wtem
miłość
ku komu? ku komu?
nogami uginany
na odwrót klęczek
krzesłu
pierwszemu
zwierzam
i jest wzruszenie
i wspólne zgięcie
i teraz to ty
o krzesło
kocham cię
krzesło
kocham cię
i to jest miłość tragiczna
bo już jest
zaczajenie zdradzonego oprócz krzesła
wypatrzy
wyjrzy mnie będzie wyglądało
zemści się
zdradziłem? ... ?
zdradziłem:
mści się
wyjrzała — oprócz krzesła —
zdradzona
reszta świata
wygląda
wygląda nie dla mnie
|
Życia sam zapach
ja
jawa
owiędła na płask
oddalonych punktów
pstrość
czyli
je
łączy
sproszy
skreśli
bezwonny stan
a to znaczy ruch
a to wzruszyć
,coś z pamięci oddechu:
krążenie
rytm rozkręcony na kwiat
rozgałęziacz pojęć zielonych
bujna kulistość
łązność
toczona zwąchań
struktura
każe stąd-dotąd zjawisko
wdech! zaklockowanie!
zamknąć w zamknąć
kryształy
w przezroczyście jedno słońce
zmysłu
nosa |
cykl: Sprawdzone sobą
Akty
Akt rozkrojonego boku.
Akt serca.
Akt kości.
Rzeźnik drąży
w nagości nagość
z nagości nagość
wciąż jeszcze nie to
aż do szpiku?
czym jesteś szpiku?
gołe zwierzę?
Co jemu i tobie? |
Burza
Burza.
Na moim odwrocie
omokły gniot:
las w dechę płaszczony.
Amarant zboża
morderczy
ścigał mi serc moich dwoje.
A dom?... Gdzież...
było lwio.
Ponadto lwiało.
Wyrywałem sobie grzywy
anilinowe
i jak deski do prasowania
z korzeniami
żeby się nie straszyć
a biegnąc
doczekiwałem bitej kulminacji
zastrzeliłem się ja i wieś
w jedno:
huk młyna
drewniana lwica (?)
a — jeszcze nie to
Dopiero ulga
lwia
szpara remizy strażackiej:
piorunującą minią
siekiery, trójzęby
w bukiet — grzywę
burza
lwia róża!
|
Sprawdzone sobą
Stoi krzesło :
artykuł prawdy
rzeźba samego siebie
powiązana w jeden pęk
abstrakcja rzeczywistości.
Połamało się.
I to też forma
tak - świecznik
tak - mina byka.
Abstrakcyjne powołanie krzesła
przyciąga teraz
całe tłumy rzeczywistości
wiąże w jeden pęk
w składzie prawdy
rzeczywistość abstrakcji. |
Z kolejowych przypadków
w przedziale szarym
takt wybija
siedmiu nie-braci śpiących
przebudziłem się ósmy
obcy
w szybie klawiatura ciemna
mgła na grubość tłumu
to chmura bezsenna
koncertuje
i jakże wielki odgłos nieba
chyłkiem tych siedmiu
chyłkiem drzew
o harmonii brzasku
i moja z tymi harmonia
grająca pokrewieństwo forma
i widnokrąg
rozciąga się do nas
w stronę swoją
jak instrument
zwany harmonią
|
cykl: Zmysłów pierwoustroje
Dziki kraj przyczyn
Rosnąć ma trawę.
Trawa ma cerkiew.
Cerkiew ma drabinkę.
Drabinka nie ma
noszonych umrzyków.
Umrzyki nie rosną. |
Nadwołkowyjskiej nocy liczba pojedyncza
Ucho wilka wyło do wiatru.
Starocerkiewna pogoda.
Huśtały się lisy
między górami
szło
szkło
niebieskiej góry
w gwiazd żółć
kropił:
nocleg
sowa
niestałość
otwarty dół miejsc
do Wołkowyji
do do-
i na-
rzecza
dna
zastałej
odmiany:
włk
włka
|
RYCZĄCY ZA DNIA
LEW ULICY
NOCĄ W PODŁUŻNEJ JAMIE ŚNIEGU
ŚPI TWARDO I PRZEZ SEN
KRONICE PATRONUJE
gdy ceremonia podróżnych
noc
to sufit
odrzeka na dolny śnieg
to pobielony pod Karpatami
biskup Marcin bez cienia w słońcu
to święty Lublin rano
w siodłach jurajskich
o kredowym suchym obliczu
|
Spowodowanie kwiatu
powód kwiatu : koszajec
tknąć bez
powodu : koszowa korona
rytm
jako wierność
na końcach palców
koronnych
zwojami
wyplatającymi
wypuklejszość czucia
:
kwiat powodu
|
Wołkowyi okolica bezstronna
przeciągnięcie przez garnek
wystający spod cerkwi
przez dziko małe jabłko
dziób
cyrylicę
słońce jest wobec siebie
niebo od czego
nie zależy niebu
przeciągnąć nie przeciągnąć
obojętność obu ujęć
na ukos przez jej koszącą się wysokość
trawy łąki
ona trawa łąka
skośna do wierzchu jej skosu
pasie się spokojnie
rośnie spokojem
pasie się na mojej szyi
pojmuję obojętności
i na odwrót:
pojmały mnie
te krowy ledwie do wytrzymania
żeby być leżącym
na chwilę
żeby nie zapachniałość
o mało co nie nietoperze
siejący
strąk wieży
o ile nie jestem sam
przybyłem tu z przyjaciela
głową
wygląda ze strąka
tam wszedł
reszta jego jest
znam całego
lecz tu tak pusto
wygryzająco wiedzenie
|
Zmysłów pierwoustroje
mój język są ostre
mój język są trawy
szczypią mnie
w weremień (kwiat)
jeden
a eń-zamachem
ostrza
miękkiego
w ileż kos
brzmienie
łąkom przejadł
a ucho przebódł |
reklama
|
|
|