::: ogółem 2617559, dzisiaj 840 odsłon strony :: aktualnie 10 osób przegląda stronę :: w ciągu ostatniej doby 99 unikalnych odwiedzin ::: 
aktualnościpoezjaprozateatrgaleriarękopisy
wywiadyo mironieksięga gościbłahostkidodajlinkownia

[Juwenilia]
czytano 1041 razy; tomik nieprzypisane


Chrystus powstania

Na ramionach usnął ci ogień 
kołysze go w brąz płonące miasto 
dwa stosy masz zamiast powiek 
ale jest krzyż z gorących oddechów

Idź przez mur do czerwonych arkad 
między popiół tłumu 
i przemieniaj na wargach 
ogromne liście płomieni w wino

Barykady jak Góry Oliwne 
szumią okruchami kości — 
dłoń po dłoni wywlecz 
spod ziemi bruków i odpuść

Wstąp w Jordan kanałów — 
w szlamie zielonym jak wieczność 
szukaj nieżywych włosów: 
w Imię Ojca... i Ducha...

[Warszawa. Dwutygodnik. 2, 1947, nr 5 s. 6]




Jerozolima

1
 
Naprzeciw siebie zatrzaśnięte
żelaznym chwieją się lamentem
drzwi Małego Getta,
drzwi Dużego Getta — — —    
 
Za pojazdami   przy murze
tłoczy się karawana chrześcijan,
patrzy w to Małe i Duże,
gdzie naród Melchizedeka
oczekuje przejścia...
 
Przez czarne galerie prętów
spojrzenia ścigają się prędko,
aż dwoje wrót
skrzydłami ku sobie łopoce
i jezdnię w poprzek zamyka
jak Morze Czerwone:
Getto się jednoczy!
 
I wówczas
               migają:
siwe plamy bród,
przekrwione oczy,
toboły,
ruchy rąk,
tramwaje konne,
kolumny riksz...
         Na straży
         niemieckie twarze
         wlane w spiż.
 
2
 
We świt   dniem wzbierający
starcy zdławieni, czarni,
jakby łańcuchem kroków
                              związani
przechodzą...
               przechodzą...
               w głąb getta-gehenny — — —     
 
A ówdzie
               proroków cienie
               czy głos wiekami pełny:
 
               „Jerozolimo...
               — — — Rzekł Pan do Pana mego:
               siądź mi po prawicy,
               aż wszystkie twoje wrogi
               dam za twój podnóżek... ”
 
A tamci
               oślepli czerwonością muru
widzą tylko
               ścianę płaczu.
 
3
 
Żydziak
wiekami strasznych chwil
wyschnięty na mumię
skrada się,
by nie widział tamten
i jedno rozumie:
„Jahwe...
buraki... kartofle...
cebula...
dla matki...
dla braci małych...”
 
Sinego potu krople,
ręka łachmany przytula,
„Jahwe!”
 
Na skrzyżowaniu asfaltów
skrwawione-ciało, wyrzucone z bunkra;
cebula sypie się z palta...
bezwładna ręka na drutach
sina jak kartofle
dla matki, dla braci...
Nie! Nie oszukał!
Za czerwone buraki
czerwoną krwią zapłacił!
 
Cień żydowskiego psalmisty
chyli się
nad jękiem dziecka niskim:
               „Chwalcie, o dziatki, Pana,
               Pan jeden godzien chwały...”
 
Lecz ono nie słyszy psalmisty
„... dla matki
... dla braci małych
cebula.......”
Ostatnie słowa z warg
                               wyschły.
 
4
 
W sabat
z wysokich okien granicznych
różowieje pościel.
 
W szczątkach szyb
nie płoną święte menory.
Tylko od dołu
               z ulicy
lichtarze luf
goreją w cel
               ku oknom.
 
A z głębi getta, jak z bożnicy
jęk... wycie...
niby modły
Sądnego Dnia.
 
I tylko prorocy
kołyszą się w pokłon:
       „Jerozolima — dom nasz, dom boży,
       a chwała jego do końca wieka...”
 
Nie słyszy nikt.
 
Wśród trotuarów
gorący słońca balsam
na zwłokach zmarłych i chorych.
 
Widma proroków
czytają słowa z Tory,
co przyrzekł Pan sam.
 
Nie słyszy nikt.
 
5
 
Na torowiskach Powązek
rzesze
               gnane
pustynią przedmieść
ku ziemi nie-obiecanej
bez Mojżesza...
 
Gwiazdy wieczoru
jak lampki oliwne chanuki;
przestwór
jak synagoga.
 
Skądś płynie rozkaz
— po torowiskach Powązek:
ludzie stanęli
                              zastygli
w rzeźby świątynne z brązu...
I stała się scena z biblii,
nowy testament Boga.......
 
Nie........
Strach jest zimny
i senny,
czucie ucieka z żył...
śmierć się tym czuciem zamgli...
 
Nie ma kamiennych tablic
ni góry Synaj.
Są tylko hełmy
                              i karabiny
i trumny zachlorowanych wagonów.
Jest Getto-Jerozolima!
 
6
 
Tam — — w męczeńskim mieście
wśród ulic jasnych i złych
między posągi trupów
błądzą psalmiści
grając na strunach zardzewiałych drutów:
„...... Jerozolimo....”
 
Nie słyszy nikt.


___________
„Poezja” 1985 nr 12 s. 3-4



Ty — tęsknota

Wieczór jest pełen białej ziemi
I czarnego nieba
I teraz już wiem
                       przez drzewa
wyciągające szronowe palce
gałązek
że we mnie trwasz
 
Nad kopułami krzewów
Okrytych chochołami śniegu
Unoszę Twoją twarz ...
 
Zaczynam rozumieć w tę noc
bez gwiazd
Że trzeba mi tworzyć Twój głos
nad wiatr
 
Opuszczam głowę,
Aby dotknąć włosami wizji Twych rąk.
Czy wiesz, że mi zimno,
Że mi brak — tych rąk
I dopóki nie zamienię ich ustami w dotyk,
Przestrzeń nie będzie inną
Od tęsknoty

_________
Niniejsza wersja tego wiersza była opublikowana bez 
tytułu, ale z datą w czasopiśmie „Poezja” 1987 nr 9.
      
      

[Gdańsk, 20 stycznia 1946]




komentarze i interpretacje [dodaj...]
reklama

 :: polecamy
 :: doszukaj

 :: odliczanie
Serwis został uruchomiony 1 904 dni temu, potem była przerwa... działamy znowu już 1 634 dni.
 :: ankieta
Uważasz, że strona jest:
wspaniała
cudowna
genialna
niesamowita
inna ;)


 :: Białoszewski najtaniej
lideria.pl
Chamowo
 :: losowe zdjęcie                     
wygenerowano w 0.161 sek. | engine&gfx © 04-07
zawarte materiały są chronione prawem autorskim