| |
Wycieczka do Egiptu
Klęczałem przed łóżkiem
— „z ziemi egipskiej, domu niewoli”
mamo, co to?
Mama o Żydach.
Tyle ich wtedy na ulicy
nietrudno było sobie wyobrazić
słup ognisty
tłum
ogon z piachu
faraon goni |
Kolosy Memnona
roztrzęsione ziemią
— — — — — —
stał jeden
drugi przewrócony spał
a przez sen, przez wiatr i piasek
chrapał, jakby śpiewał
ktoś go podniósł, zbudził
śpiew się urwał
jeszcze Nil kolosom
wylewnie mył nogi
teraz i to nie
tylko trzcina cukrowa obok szumem słodzi
drogi zapatrzeń
i urwań
|
Księżyc
oderwał się od meczetu
i nad Nil
wygięty od spodu... aha
dlatego łódź
ja mówię o prawdziwym księżycu
ja — też prawdziwy
aż stanąłem
na oślej ziemi
jazda! |
Libretto wschodnie
— garnitur?
— no
— żelazko?
— no
— zegarek?
— no
— grzałka? krem?
— no
— skarpetki?
— no
— torba?
— nic nie wziąłem
— Bolanda biedna?
— tak |
Nad pociągiem pustyniościan
stoiidzie
same nogi sfinksów
reszta rzuciła się
do ucieczki w niebo
nie odgadła siebie |
nie było tu spokojnie
ziemia wyrzucała kamienie
sterczą w Nilu
teraz wielkie święte
pustynia zwalała co się dało z góry
trzęsła się ruda ziemia
rozsypywały świątynie
a ludzie?
też trzęśli sobą
i się spychali |
Piramida
jechałem do Egiptu
sprawdzić naczelną metaforę
styk z nieskończonością
— — — — — — — —
— i co
sprawdziło się?
— — — — — — — —
— na wylot
|
Poczet mumii
Na końcu podróży
spotykamy ich samych
przez szyby gablot
Seti II czarny łysy w białą kość
szczerzy stopy malowanymi paznokciami
buzia do lekkiego chrapu
długogłowy
Ramzes III i tak ładny
długogłowy
Seknenre fioletowoczarny
szczerzy poliki, zęby dobre
ciemny blondyn czy szatyn?
długogłowy
Seti I czarniuni spokojniuni
jak rzeźba
długogłowy
Amenhotep IV, aha,
siwy na gębie, brunet
bardzo długa głowa w tył
bardzo odchylona
— — — — — — — — — —
baby kopiaste
Herhorowa
Sitkamosowa zęby na bok
Nefertari Achmosowa
pół zębów, czarny grymas
— co się zrobiło z tej kobiety
ciężko umierała?
— — — — — — — — — —
hm
zlecieliśmy się
i się rozlecimy.
|
Rogi w górę
nie jak u nas
nie jak u nas
księżyc wisi położony
nowiem na plecach
— to dlatego na meczetach...
a ja przez 50 lat myślałem
że to fantazja |
Styczeń odwrotnikowy w odsypanej świątyni w Luksorze
pylony
nos
katar tebański
grube słupy sztuki
kurz też
amarant
gadania ciemnieją
ostatni wróbli ćwir
odciski butów hieroglifieją
w przesypie
dreptu świata
muezin
do mikrofonu ale nie nagrany
po tym wszystkim
rzymska rzeźbiona baba w kącie stoi
jak podkasana
syknął zapach Nilu
ciemny stróż bije ścierką sfinksy
puka w rękę
— która?
— szósta
rozlana
uroda zachodzącego
do góry nogami do siebie |
W KOŃCU TO WCHODZENIE W PIRAMIDĘ
SZNURECZKIEM Z MIJANKĄ
przypomina mi przejście przez kanały
tylko że to jest tamtego
na pół odwrotność
Halina wtedy w powstanie była w Śródmieściu
do kanałów nie wchodziła
teraz do piramidy też nie |
zaglądam do moich bananów pod łóżko
— co za wielki purpurowy chrząszcz, ukrył się?...
Pan Zbysław na to
— święty, on chciał panu coś powiedzieć
ale co?
ci co mogą powiedzieć, nie mają co
a ci co mają co, nie mają jak |
Zawrót
— ile tu napisane?
— po naszemu pięć, ale po ichniemu?
— przecież po naszemu to po arabsku
— to jak po ichniemu arabsku?
— po egipsku |
reklama
|
|
|