| |
Ballada od rymu
Dwaj panowie stateczności
umknęli w cudzej samochodowości.
Zapuścili motor, brody. Ciach!
I jak po chiromancji drogą życia
wjechali in medias res.
Zaznaczy ich za to kres
wiśniowy.
Medias — miasto zero trzy
rynek zdobny w pie-ękno,
w głębi idzenie muzułmanów
do synekdochy
raz na miesiąc — — —
grzdyle
chamciucie
struple
— to ci byli w tle
— to ci rzucali na nich spojrzenia
i nieludzkie strucle.
Wybiegli podeszli w wieku.
Odległość.
O Mekku! mekku!
Piętrzą się trudności!
We dwóch rynek pękł — ! —
O dwaj panowie nudności — — —
! Tatarzy ! Bitwa ! Kotlecenie!
Od synekdochy huk żyrandoli ! ! !
Dopiero tłum zza węgła wyłoni
bohaterkę sanskryckiego rodowodu:
ta cichaczem
na majchrze
podpełza
a opatrzona tradycją yogów
a na czarakach
lajkonikom brzuchy rżnąć!
w gazecie być sławną nazajutrz;
tam tytuł paneuropą
„tu padło sto tysięcy
kup loos”.
Mańka Szpryncer
— bo ona to była —
owoców nie myła
ona tępiła.
Gdy świt
blady jak kij
który ona chwyta
i po ścianach klip!
do wieczora
późnego jak abstrakcja.
Lecz oto we drzwiach dwaj witacze.
Proszą o nocleg i o jeść.
Jedzą muchami nadziewacze.
Ona im ściele z patosem
i mówi nawet nie tak pod nosem:
„pójdą w kimono w białą ściel
„reinkarnacja savitri!
„zarżnę ich nożem jak woda po psie
„radża yoga savitri!
„dwa słoje z sokiem
wi-sien
wi-sznu
wi
—
sien — —”
I masz ci los:
Mańka Szpryncer
spełniła swoją kołysanicę.
Mucha nie kuca nic.
I jeszcze żyła Sanskrytka sto lat!!!
A po nich
przelew krwi
zbladł gorzej pestki
i wypran.
|
reklama
slaszost::2007-01-05 01:39:21 Jedno z najladniejszych wierszydeł, które znam. Ubaw po pachy każdorazowo przy lekturze. Jest to tylko pozornie niespójny tekst - w rzeczywistości to bardzo porządna i spójna opowiastka kryminalna - miłej lektury (i deszyfrowania). |
|
|