Dzisiaj przyszedł Kenn. On jest
z Ameryki. Pojechaliśmy, bo
i Cymi przyszła, do Wilanowa.
Idziemy przez tyły Sadyby.
Wracamy. Już ciemno.
— jaka? — patrzę — Koronowska.
Cymi skacze (na Koro-
nowskiej nie ma jezdni)
— niedobrze (coś prabut,
zdejmuje, zakłada papierem, Kenn.
jej trzyma torbę, nic nie mówi, mało mówi, ale umie),
najpierw myślałem, że niedobrze,
że Koronowska. Ale wpadłem na
to, że to nie to. A prabut. Pytam:
— To tak się kończą?
— No tak. One się od wczoraj zmieniły
bardzo.
|