::: ogółem 2617401, dzisiaj 682 odsłon strony :: aktualnie 8 osób przegląda stronę :: w ciągu ostatniej doby 98 unikalnych odwiedzin ::: 
aktualnościpoezjaprozateatrgaleriarękopisy
wywiadyo mironieksięga gościbłahostkidodajlinkownia

Ballada o wyplataczce krzeseł

Jej powołanie — tajemnicze:
musi pleść.
Nie przedostaje się przez Wisłę,
sam na lewy brzeg.
Jej — jednym łykiem
przeciąga życie
równiutko, gładziutko
jak krem.

Z kremowego...

Z łyka — osnowa
Z łyka — wątek.
(Z łyk herbaciny.)

Dawne przez dawniejsze
raz igłą, raz miną — w krześle
przesadza — aż trzeszczy.

Żądłuje dratwą
roi w krem kratkę
komórkuje ramkę
wosku plastrem.

Przełapuje — pion — bok — skosami
do prawej od lewej do prawej
pojedynczo lub na dubelt
trzy dni w jednym ulu dłubie.

A jest:
         rąk lnianych
         rzęs białych
         oczu lnianych
         zmarszczek białych
         włosów lnianych
         rąbków, strzępków
         stołeczka siwego
         i w zaplecenia posłannictwie
         na sam raz: gdy się krzesło wypchnie.

Kilometry łyka wnosi
w białym dzbanie
na czarno odbijanym
od róż emalii.
I tam ma nocną koszulę
w wieczny deseń krwi
na dowód delikti,
że
„jej” ją bił i bije i pije jak pił
i to nie z alkoholii
ale że kocha
ale że zazdrość
melancholie
bo ona ma całe ciało
lniane: a — o!
i z tym obiciem — jak emalię
i wszystkie za nią
na ziemi siadają
powietrze z podziwem
każdy łyka.

Z łyka — na skos.
Z łyka — poziom.
Z łyka — pion.
(Z łyk herbaciny.)

Raz brzeg
Siekierek,
Raz Mary-
              mont,
ima łyko, okręcz czółenko
i ma — to lewe kółko z Wisłą.
I nie ma nic na imię, na nazwisko,
tylko w ogóle „Okólna”.

Przykręci się - musi pleść!
Nie pomoże: krzesło wynieść,
znajdzie: „nadal służyć powinnoś”.

Którym w kratę do roku
dokrzyżuje misję,
tam mają trzy dni,
tam mają doroczny dopust
na — jak się krzesło wypchnie.

Kiedyś — jej się skrzyły
całe garnitury,
słupki na kwiatki,
stoliki, kanapki,
konfesjonały.

Teraz — tylko te plecy
Teraz — tylko te zyce.
Że żal łapie za ręce.
Że w oczach żalu zarzewie.
W jednym ruszcie trzy dni grzebie.

Każdy zmrok zetlały
drożki palcom gubi,
każdy osiwia-
                   ły
                     ka...
łyka - na skos.
Z łyka los to...
(z łyk herbaciny)
...to posłannictwo
                          nieustające
choć się zwijają w łyko łokcie
gdy głową - w skok - o krzesło - zaśpi
      choć nie wie, o co się ocknie
          że przerwie, że zacznie
            bo byle ledwie tknie
             co łyku, co dratwie
                czółenko - wie
                   jak tam te
                        i te
                        de


________________
[Wiersz ten był przeznaczony do cyklu „Ballady 
peryferyjne” w tomiku „Obroty rzeczy”, ale tam 
się nie znalazł.]

[Warszawa, 24 października 1955]

czytano 3061. raz(y)
ulubiony wiersz - głosuj


komentarze i interpretacje [dodaj...]
reklama

 :: polecamy
 :: doszukaj

 :: krzycz!
autor: kxRYFRhxijCgCzB
data: 2010-07-01 04:20:46
PoXxDGSCobABBNLfm
 :: Białoszewski najtaniej
lideria.pl
Pamiętnik z powstania warszawskiego
wygenerowano w 0.124 sek. | engine&gfx © 04-07
zawarte materiały są chronione prawem autorskim